Żywe emocje na martwej fotografii

sobota, Maj 10, 2014 0 0

Czasem jedno zdjęcie potrafi powiedzieć znacznie więcej i wywołać znacznie więcej emocji niż cały film, książka czy reportaż. Od rana jestem pod wrażeniem zdjęcia, które wygrało konkurs Grand Press Photo. Nie pierwsze to w życiu zdjęcie i pewnie nie ostatnie, które zrobiło na mnie wrażenie. Ale to nieprawdopodobne, że od czasów Louisa Daguerre’a, mimo zmieniających się czasów, mimo postępu technologii, fotografia wciąż ma tę samą moc wywoływania emocji.

Jak każdy, lubię piękne widoczki. Lubię popatrzeć na krajobrazy czy martwą naturę, szczególnie tę pokazującą niezwykłą inwencję i talent autora, widzenie więcej niż przeciętny człowiek. Lubię też ciekawe eksperymenty tzw. fotografii poszukującej. Ale chyba najbardziej lubię fotografię reportażową. Film, nawet dokument czy reportaż, można wyreżyserować. Ale fotografii – tej jednej, jedynej, która wygrywa konkurs – nigdy. To są uchwycone w obiektywie chwile, które nie powtórzą się nigdy. Nawet jeśli na ich kanwie powstanie powieść czy film, to już nigdy nie będą te same chwile.

Tak jak właśnie ta, którą uchwycił na kijowskim Majdanie Jakub Szymczuk z „Gościa Niedzielnego”, laureat Grand Press Photo, 20 lutego 2014 roku, w tzw. czarny czwartek. Zdjęcie pokazuje jedną z ofiar – mężczyznę, który biegł nieuzbrojony na czoło barykady, chcąc rzucić oponę. Kula snajpera przeszyła jego hełm i głowę na wylot. Obok klęczy… no, właśnie… kto z nas patrząc na to zdjęcie nie chciałby poznać historii tych dwóch mężczyzn? Zrozumieć rozpaczy tego, który nadal żyje? Czy byli spokrewnieni? Czy się przyjaźnili? Czy znali się wcześniej, czy poznali dopiero na Majdanie? Tyle znaków zapytania… Tyle bólu i rozpaczy, a w tle… płonące barykady i kompletny spokój. To pierwsze, co rzuca się w oczy i zwraca na to też uwagę Paul Hansen, szef jurorów GPP i ubiegłoroczny zwycięzca konkursu World Press Photo. Jego zdjęcie ze Strefy Gazy, na którym wujowie niosą ciała dwuletniego Suhaiba Hijazi i jego czteroletniego brata Muhammada do meczetu na pogrzeb, robi tak potężne wrażenie, że brakuje słów…

wpp2013

Źródło: www.worldpressphoto.com

Tak się jakoś składa, że w podobnych konkursach zwykle zwyciężają zdjęcia pokazujące konflikty zbrojne i ich skutki. Nic dziwnego. Gdzie jeszcze można znaleźć na żywo tyle skumulowanych ludzkich emocji? Tym bardziej warto przypomnieć tegorocznego laureata WPP Johna Stenmayera i jego nocne zdjęcie afrykańskich imigrantów na brzegu Djibouti City, gdzie swoimi telefonami próbują złapać tani sygnał z Somalii, słabiutkie połączenie z ich rodzinami za granicą. Niesamowite, prawda?

wpp

Źródło: www.worldpressphoto.com

Takie mają szczególny wymiar, bo jadąc na konflikt zbrojny fotoreporter ma już pewien handicap – jest we właściwym czasie i właściwym miejscu, by jednym, tym właściwym pstryknięciem, uwiecznić nieprawdopodobne emocje. Ale jeszcze większą sztuką jest uwiecznić je na zdjęciu zrobionym całkiem przypadkowo, idąc ulicą. Tak właśnie jak zrobił to swego czasu mijając areszt śledczy Wiktor Bąkiewicz, mój były redakcyjny, a prywatnie wciąż kolega. Nadal jestem pod wrażeniem tej fotografii… Ile w niej znaków zapytania i symboli…

I dziś – po obejrzeniu setek słitfoci na Facebooku – to by było na tyle 😉

wiciu

Źródło: www.facebook.com

Komentarze

komentarz

Brak komentarzy

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *