JAK KOŃCZY STAROSTA?

piątek, Grudzień 19, 2014 0 2

Jak mawiał Miller Leszek, gdy z ministerstwa pracy miał przejść na fotel premiera RP, prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym, jak zaczyna, ale po tym, jak kończy. Dziś w Świdnicy poznaliśmy faceta, który nie tylko źle zaczyna, ale i źle kończy.

Ale zanim do sedna, krótkie wprowadzenie. Jak byście się czuli, gdyby dziś, na kilka dni przed Bożym Narodzeniem, ktoś powiedział Wam, że stracicie pracę? Gdyby dawał Wam perspektywy, ale mgliste i gdyby właściwie nie miał żadnych argumentów poza finansowymi? Jak wyglądałyby Wasze przygotowania do świąt, noworoczne postanowienia, mniej lub bardziej śmiałe plany na przyszłość? Słabo, prawda?

No to teraz do sedna. Dotarł dziś do mnie list otwarty pracowników IV Liceum Ogólnokształcącego, oficjalnie zwanego Zespołem Szkół nr 3, a powszechnie zwanego jako tzw. szkoła mundurowa. Piszą w nim tak:

„W dniu dzisiejszym, czyli 18 grudnia 2014 r. – kilka dni przed Świętami Bożego Narodzenia – zostaliśmy telefonicznie poinformowani o decyzji Zarządu Powiatu Świdnickiego dotyczącej likwidacji naszej szkoły z dniem 1. września 2015 r. Informację tę przekazał naszej Pani Dyrektor pracownik Starostwa Powiatowego. Wyrażamy nasze oburzenie zarówno formą przekazu, jak i terminem oraz jego niejasną treścią”.

Przyznam szczerze, że kiedy to przeczytałam, szczęka mi opadła. Nie dlatego, że nowy pan starosta chce dokończyć dzieło poprzedniego pana starosty (ekonomia jest nieubłagana). Nie dlatego, że nowy pan starosta chce zlikwidować jakąś szkołę (wiele już takich przeżyliśmy przypadków w niejednej miejscowości i na niejednym poziomie samorządu). Nie dlatego, że nowy pan starosta zrobił to niemal tuż po objęciu urzędu.

DLATEGO, że nowy pan starosta pokazał nieprawdopodobny, nieludzki brak wyczucia sytuacji. Za pięć dni będziemy mieli Boże Narodzenie. Ludzie dookoła, także nauczyciele w szkołach, ich pracownicy administracyjni czy obsługa, szykują się do najważniejszych dla większości świąt w roku – świąt, które przypominają ludzkości istotę człowieczeństwa, współczucia, wzajemnej pomocy i wsparcia. Świąt, podczas których nawet Ebenezer Scroodge z Dickensowskiej „Opowieści wigilijnej”, okazuje ludzkie uczucia.

DLATEGO, że nowy pan starosta zakomunikował fakt złamania życia kilkudziesięciu osobom poprzez pracownika – telefonicznie. Czy godzinne spotkanie z załogą szkoły byłoby aż takim problemem?

Ale pomińmy to, bo wiem, że szkoła takiego spotkania nie odpuści. Rozmawiałam z dyrektorką, która – choć jak wynika z naszych wcześniejszych rozmów, spodziewała się zmian – wciąż nie może wyjść z szoku z powodu sposobu informowania o nich. Do końca roku zostało 11 dni. JEDENAŚCIE DNI! Co stało na przeszkodzie, żeby powstrzymać się z tą wiadomością?

Cóż… ten mężczyzna właśnie zaczyna swoją karierę jako starosta. Zaczyna… kończąc beznadziejnie. Kończąc nadzieje kilkudziesięciu osób jeszcze przed końcem roku. Aż przykro o tym pisać, naprawdę. Ale… musiałam!

A na koniec jeszcze cały list, który dyrektorka szkoły Marzena Łysoniek przekazała staroście podczas… wczorajszego spotkania opłatkowego, na które została zaproszona. – Może to nieeleganckie – powiedziała mi. – Ale wydaje mi się, że to, jak postąpił z nami pan starosta, było o niebo bardziej nieeleganckie.

Co racja, to racja.

LIST OTWARTY

Panie Starosto Powiatu Świdnickiego!

W dniu dzisiejszym, czyli 18 grudnia 2014r. – kilka dni przed Świętami Bożego Narodzenia -zostaliśmy telefonicznie poinformowani o decyzji Zarządu Powiatu Świdnickiego dotyczącej likwidacji naszej szkoły z dniem 1. września 2015r. Informację tę przekazał naszej Pani Dyrektor pracownik Starostwa Powiatowego. Wyrażamy nasze oburzenie zarówno formą przekazu,

jak i terminem oraz jego niejasną treścią. Żądamy spotkania władz Powiatu ze Społecznością. Szkolna, tj. pracownikami szkoły, uczniami, ich rodzicami i wszystkimi przyjaciółmi naszej placówki. Oczekujemy godnego traktowania Nas Wszystkich przez organ prowadzący. Chcemy odpowiedzi na następujące pytania:

  1. Czy szkoła mundurowa ma zniknąć z oferty edukacyjnej naszego miasta?
  2. Jaki będzie los naszych obecnych uczniów?
  3. Czy kilkudziesięciu doświadczonych i zaangażowanych pracowników naszej placówki ma powiększyć grono bezrobotnych świdniczan?

Nasze rozgoryczenie potęguje fakt, że jeszcze do niedawna byliśmy szkołą, którą organ prowadzący szczycił się, stawiał za wzór innym powiatom, a nasi uczniowie byli i są zawsze widoczni podczas wszelkiego rodzaju uroczystości w środowisku lokalnym.

Na koniec chcemy zaznaczyć, że nasza placówka jest znana i rozpoznawalna w regionie, a liczba osób chętnych do nauki w szkole od lat przekracza liczbę miejsc, które były sukcesywnie zmniejszane przez Starostwo Powiatowe.

CIĘŻKI SPADOCHRON ŁATWIEJ OTWORZYĆ

piątek, Grudzień 19, 2014 0 0

Mijałam wczoraj kolarza, który miał prawdopodobnie 150 lat, jego kolarzówka – jakieś 130, jego kolarski strój – mniej więcej 155 (najwyraźniej był wielokrotnie używany przez kilka pokoleń), a  jego zwinność podczas jazdy na rowerze wskazywała na lat kilkanaście… O mało nie spowodowałam stłuczki, bo tak się na gościa zapatrzyłam.

Jak wiele musiała przeżyć jego kolarzówka i on sam? Ile systemów, polityków, prezydentów, burmistrzów, wójtów, radnych (bo nie wiem, skąd był ów dziwny, ale fascynujący człowiek) musiał w swoim życiu „przejść”? Jak często był prany, zszywany, łatany i reperowany jego strój? Ile klęsk urodzaju, kryzysów gospodarczych, ludzkich nieszczęść i śmierci bliższych lub dalszych musiał przeżyć? Można się tylko domyślać. Czy jadąc tak na tym rowerze pamiętającym czasy sprzed Królaka, Szozdy, a tym bardziej Szurkowskiego ściga się z czasem?

Mam bogatą wyobraźnię. Taka się już urodziłam 😀 Więc jadąc potem dalej i mając wciąż przed oczami tego człowieka wyobraziłam sobie go na tej kolarzówce, z początku nówce nieśmiganej, młodego, jak na owe czasy topowo ubranego sportowca, jak tak kręci tymi pedałami, a w tle – jak w dawnych filmach – zmieniają się krajobrazy, mijają lata, z każdym kolejnym rokiem rower nadgryzają kolejne zęby czasu, a strój kolarza blaknie, pojawiają się pęknięcia, zszycia, dziury, łaty. A on tak jedzie i jedzie i te obrazy się zmieniają. Staruszek Świat… – zabrzmiała mi w głowie piosenka, której często słuchałam w dzieciństwie, bo mama słuchała. Zresztą w radiu to był hit, bo kto tam wtedy słyszał o MTV? 😉

Wczoraj rozmawiałam też z jednym z moich przyjaciół o tym, ile w swoim życiu przeżył różnych historii i jak łatwo wypadają z pamięci. Zostają tylko jakieś pojedyncze obrazy, lepsze lub gorsze wspomnienia, rzadko ludzie. Czas mija, my idziemy do przodu, bogatsi o nowe umiejętności, różnoraką wiedzę i cały ten bagaż doświadczeń. Czasem nas on przygniata, a czasem unosi – jak nagle otwarty spadochron, rzucając w tę czy inną stronę. I nigdy nie wiemy, dokąd tak naprawdę zmierzamy, nawet jak wydaje nam się, że jest inaczej.

Pomyślałam sobie, że ten 150-letni kolarz to taki trochę symbol. Symbol tego, że choć idąc przez życie zmieniamy się, naszą kolarzówkę, jak i nasze ciało, nagryza ząb czasu, nasze ubrania, jak i nasz umysł, w wyniku kolejnych zderzeń z rzeczywistością odnoszą rany, pęknięcia, ale też potrafimy to pozszywać, połatać i nawet jeśli pod koniec życia jesteśmy już mocno pokiereszowani, to nadal chcemy w nim odnajdywać sens. A nawet widzimy go częściej niż kiedy jesteśmy młodsi. i wciąż, jak ten kolarz, jedziemy naprzód.

Ostatnio z moją córką zerkałyśmy na transmitowaną w TVN-ie galę Zwykły Bohater. Był tam taki starszy pan, 93-letni weteran wojenny Tadeusz Centek, wolontariusz w jednym z hospicjów, który oprócz pomocy, oddaje tam jeszcze połowę swojej renty. Akurat przemawiał dziękując za nagrodę, gdy moje dziecko, nie pierwszy raz w życiu, zaskoczyło mnie, mówiąc: „Jaki fajny dziadek. Starsi ludzie są tacy fajni. Takie mają miłe twarze…” Coś w tym jest, pomijając już fakt, że trudno dziś znaleźć trzynastolatkę, która tak by patrzyła na starszych ludzi. Jest coś w tym, że ten nasz bagaż doświadczeń, choć z biegiem lat staje się cięższy, to paradoksalnie coraz częściej otwiera się jak ten spadochron – stajemy się lżejsi, spokojniejsi, patrzymy na świat pogodzeni z nim i nie przeszkadza nam kompletnie, że nasza kolarzówka już prawie się rozpada, że dziur i łat coraz więcej. Bo wiemy o świecie i życiu więcej.