POLONEZA CZAS ZACZĄĆ!

czwartek, Styczeń 15, 2015 0 0

Trafiłam dziś, próbując się przedostać do biura, na dorocznego poloneza maturzystów. Po samorządowych zmianach wyglądał ciut inaczej, bo kto inny lansował się z nastolatkami przytupując na rynkowym bruku mniej lub bardziej nieudolnie w rytm tego ludowego tańca. Nowi też byli – rzecz jasna – sami maturzyści. I tylko polonez (oraz prowadzący go niezmiennie od lat Maria i Wojciech Skiślewiczowie) pozostał ten sam…

Chociaż… muzycznie to i on też inny, bo przecież już coraz rzadziej tańczy się do nostalgicznego „Pożegnania ojczyzny” Michała Kleofasa (mogłam tak nazwać kota) Ogińskiego…

…a coraz częściej – do żywszego i weselszego współczesnego dzieła zmarłego przed dwoma laty Wojciecha Kilara z „Pana Tadeusza”.

Krótkie i w zasadzie przymusowe, bo nijak się dostać do bloku śródrynkowego nie dało, przyglądanie się tym pląsom, tej plątaninie nóg i rąk, kobiet i mężczyzn, młodzieży i dorosłych (nie mylić z pełnoletnimi, bo pełnoletnia to młodzież maturalna już jest), uśmiechów i zaciśniętych w skupieniu warg, spowodowało, że gdy tylko udało mi się przemknąć pomiędzy rzadziej gdzieniegdzie rozstawionymi parami, natychmiast podszkoliłam się „z poloneza”.

Ten chodzony taniec nazw ma mnóstwo. Wśród nich znalazłam i takie urocze jak „gęsi” czy „łażony” (to określenie pasowałoby idealnie do pląsów niektórych polityków lansujących się wśród młodzieży). Ale wszem i wobec znany jest właśnie jako polonez, co z kolei pochodzi od nazwy a la polonaise (po polsku, a mówiąc po prostu – taniec polski). Nawet nie wiemy, że do dzisiaj jego rytm zachował się także w niektórych znanych kolędach, takich jak „Bóg się rodzi”, „W żłobie leży” czy „Dzisiaj w Betlejem”. Ciekawe, prawda?

Od lat wiadomo, że na świdnickim polonezie pokazać się można, a nawet trzeba. Że udział tego czy innego starosty, tej czy innej prezydentki, takiej czy owej członkini jakowegoś zarządu przydaje tymże uroku swojskości (bo bawią się z maturalną gawiedzią – rok temu to niektóre panie miały nawet specjalnie nowe fryzury, w tym roku jednak dominowała naturalność, żeby nie powiedzieć naturalizm), a maturzystom i ich belfrom – splendoru (no bo sama władza z nimi tańczy).

Ale do rzeczy, bo łażę wokół meritum jak ci wspomniani politycy po rynkowym bruku. Spojrzałam ci ja na tego poloneza, na te nowe role naszych lokalnych władz i doznałam iluminacji takiej prawie jak w filmie Krzysztofa Zanudziego o tym samym tytule. Olśniło mnie, zwłaszcza po tym, co usłyszałam w ostatnich dniach na temat wątpliwej jakości kompetencji tych i owych nowych samorządowych postaci do rządzenia i kreowania lokalnej rzeczywistości, że przecież i ta ich rola jest tymczasowa. Tak jak poprzedników. Że prezydentem, starostą, wójtem, dyrektorem się bywa. A człowiekiem się jest (choć nie do wszystkich ta zasada się tyczy). Że za cztery lata (a kto wie… może i prędzej) znów wszystko się zmieni i znów będziemy obserwować „nowe”. I że u tych, którzy nie wystąpią ponownie w swojej roli, pozostanie już tylko człowieczeństwo.

Kiedy jednak dowiaduję się o różnych zakusach co niektórych, by za wszelką cenę zgnieść tych niewygodnych lub po prostu znienawidzonych i zmieść ich z powierzchni Ziemi (mnie się to także podobno tyczy), to nad tym człowieczeństwem naprawdę poważnie się zastanawiam. Cóż… polonez to taki taniec, który faktycznie skłania do pewnej zadumy…

Komentarze

komentarz

Brak komentarzy

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *