JA O TYM MAZYŁEM…

poniedziałek, Grudzień 14, 2015 0 0

– Mamo, ja o tym mazyłem – zawołał kilkuletni chłopiec do mamy, gdy odchodząc od kasy w dyskoncie z owadem w logo zauważył plastikowe sanki wątpliwej jakości. Być może było to przesłanie do św. Mikołaja, może po prostu myślenie życzeniowe – trudno powiedzieć. Ja w tym czasie czekałam w swojej kolejce do kasy i nawet nie dziwiło mnie to, że przecież nie ma śniegu, no i co temu chłopcu po wymarzonym sprzęcie, jak nawet nie będzie mógł go przetestować. Z marzeniami się przecież nie dyskutuje. Ani własnymi, ani tym bardziej z cudzymi. One są zawsze czyjąś własnością i jak próbujesz ją w jakiś sposób modyfikować albo – nie daj Boże – krytykować, to miej się na baczności, bo nie znasz dnia ani godziny 😉

Swoją drogą – ciekawe, że powiedział o tym w czasie przeszłym. Może już wiedział, że nie za bardzo ma szansę spełnić to marzenie. A może po prostu tak mu się powiedziało?…

Każdy z nas o czymś marzy. Marzenia te są duże i małe, czasem zupełnie niewielkie – ot, takie tylko, żeby… przeżyć i mieć co jeść. Ale wśród tych, którzy nie mają czasem co jeść, pojawiają się czasem marzenia wielkie – z naszego punktu widzenia zupełnie „od czapy”.

No bo jak dziewczynka, która nie ma nawet nowych butów na zimę, a stare przeciekają i – delikatnie mówiąc – odstają od dizajnu tego, co noszą jej szkolne koleżanki, może pragnąć laptopa?

A właśnie, że może! I niech pragnie. Niech zawsze chce czegoś więcej! Ostatnio – co rzadko mi się zdarza – pozwoliłam sobie skomentować artykuł na natemat.pl o tym, czego potrafią sobie życzyć podopieczni „Szlachetnej Paczki”. Pojawił się tam laptop. I zaraz fala hejtu, że jak to, że tyle osób w tej rodzinie może pracować, więc mogliby zarobić na laptop dla córki czy siostry. Qrczę… A dlaczego to, że ta dziewczyna urodziła się w biednej czy dysfunkcyjnej rodzinie, ma ją pozbawiać możliwości dostania laptopa, jeśli o tym marzy? Zwłaszcza gdy znajdzie się ktoś, kto zechce jej go podarować? Dlaczego rodzina, która potrzebuje tylko zimowych kurtek i butów dla swoich dzieci, ma dostać rzeczy używane? Bo co? Bo są biedni? Tym bardziej – jeśli nie ma w tych rodzinach patologii, powinni dostać rzeczy, które pozwolą im poczuć, jak to jest móc osiągnąć więcej. A nawet w rodzinach patologicznych – czemu winne są dzieci?… Owszem, dwa lata temu w Mieście Dzieci mieliśmy przypadki, kiedy wiedzieliśmy, że to, co dzieci kupiły sobie za zarobione pieniądze, może pójść „na przelew”. Ale to są marginalne przypadki.

Poprę to własnym przykładem. Zawsze nosiłam ubrania po kimś, buty zwykle też i wiele innych rzeczy także miałam po kimś. Zawsze czułam się przez to gorzej niż inne dzieci. Nigdy nie miałam pieniędzy na wycieczki, a i tak opóźnione o kilka lat w Polsce premiery światowych hitów filmowych oglądałam po latach u koleżanek na wideo. Bo nie było mnie stać na bilety. Byłam biedna tak bardzo, że

wiem, co to prawdziwy głód. I nie jest to zwykłe ssanie w żołądku między posiłkami, tylko marzenie o tym, żeby coś, cokolwiek zjeść i właściwie myślenie tylko o tym. Jak wtedy w ogóle odrabiać lekcje? Wiedzą tylko ci, którzy coś takiego przeżyli. A ja odrabiałam. Bo chciałam czegoś więcej.

Może byłam trochę inna, bo ciągle była we mnie ta właśnie potrzeba „czegoś więcej”. Ale też może szybciej bym to osiągnęła, gdybym szybciej trafiła na ludzi, którzy chcą mi pomóc, którzy pokażą mi, że mogę więcej, którzy pokażą mi inne życie. Nie żałuję niczego, co się wydarzyło w moim dotychczasowym życiu. Ale jeśli na mojej drodze znajduje się ktoś podobny do mnie wtedy, to wiem, jak niewiele potrzeba, żeby mu pomóc. I robię to.

Dlatego nie mam focha na marzenia naszych podopiecznych z akcji „Podziel się”. Co więcej, jeśli możemy je spełnić, jestem najszczęśliwszą osobą na świecie. Jeśli kogoś ucieszy pralka, a jest ktoś inny, kto chce mu ją kupić – super! Jeśli jakaś dziewczynka marzy o różowej kurtce i i nowych butach na zimę i znajdzie się ktoś, kto chce jej to kupić – fantastycznie!

Bo może ta dziewczynka, która dzisiaj dostanie od nas różową kurtkę, nabierze pewności siebie wśród rówieśników i przestanie się wstydzić ujawnić jakiś talent? Może zostanie światowej sławy piosenkarką, sportsmenką, naukowcem?

A może tylko urodzi parę fajnych dzieciaków, które wspaniale wychowa? Nieważne. Ważne, aby w pomocy dostrzec pojedynczego człowieka. I jego całkiem „swoje”, intymne marzenia. A choćby i o kurtce – co z tego?…

Ja od marzeń o nowej kurtce, butach, jedzeniu przeszłam do własnego mieszkania, a potem do wymiany pieców na „ludzkie” ogrzewanie, a potem do remontu, żeby już całkiem żyć w cywilizowanych warunkach. I wiele tych rzeczy nie byłoby możliwych, gdyby nie dobrzy ludzie, których spotykałam po drodze. Nie, nikt nie dał mi jałmużny. Na wszystko ciężko zapracowałam i nadal pracuję. Ale pewnego dnia ktoś mi pokazał, że można, że się da i że warto. I dzięki temu dzisiaj mam już całkiem inne marzenia. Ale wciąż je mam. I wciąż chcę komuś, jak ten malec z dyskontu, powiedzieć… „ja o tym mazyłam”… 🙂 Bo parafrazując znaną musicalową piosenkę, to… dreams make the world go around 😉

Komentarze

komentarz

Brak komentarzy

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *