JAK PRAGA WOŁAŁA MNIE I WYWOŁAŁA

wtorek, Maj 3, 2016 0 0

Macie tak, że bardzo czegoś chcecie, ale ciągle wydaje Wam się, że rzeczywistość stawia Wam przeszkody w realizacji tego? No właśnie – WYDAJE WAM SIĘ! W gruncie rzeczy to Wy sami jesteście przeszkodą. A wystarczy na chwilę uwolnić umysł od zbędnego balastu i dać się ponieść.

Od trzech lat planowałam, że spędzę długi weekend w Pradze. Za pierwszym razem skończyło się na ZOO Safari w Dvur Kralowe, bo zagapiłam się z noclegami. Znaczy nie zarezerwowałam ich odpowiednio wcześniej, bo kto by tam myślał, że dwa miesiące mogą minąć tak szybko? Ale było fajnie 🙂 Za drugim razem – to samo. Co? Już za tydzień długi weekend? Trzeba poszukać noclegów w Pradze. Były. Ale kosztowały fortunę. Te tańsze już pozajmowane. Do trzech razy sztuka? Co to to nie 🙂 Jak ktoś nie ogarnia prywatnej rzeczywistości, bo pracuje jak wariat, to i trzeci raz nie zrobi tego, co powinien. Ale nie ma nic silniejszego niż siła przyciągania.

13094178_1140190732692231_8354611447704191263_n

Najpierw poznajesz kolegę (nie, to jeszcze nie jest tajemniczy Andrzej), który jest chwilowo tutaj, ale mieszka i pracuje w Pradze. Rozmawiacie o Czechach i znów zaczynasz myśleć, że kochasz ten kraj południowych sąsiadów i po prostu MUSISZ zobaczyć jego stolicę. No musisz! Ale jesteś dużą dziewczynką, więc rozsądnie odpuszczasz. Tylko że… nagle pisze do Ciebie Iza, Twoja przyjaciółka – Polka mieszkająca od dziecka w Czechach. „Może byś przyjechała, bo mamy tutaj taką małą wystawę gospodarczą. Zobaczysz, czy coś Cię tu może zainteresować”.

„To je napad!!!” – myślisz po czesku. Pojadę do Izy do Trutnova, a z Trutnova to już tylko dwie godziny do Pragi i… mogę się chociaż przez jeden dzień powłóczyć. Sprawdzam w iPhonie pogodę (zwykle się nie sprawdza, ale wtedy była nawet lepsza niż zapowiadał) i przedstawiam córce plan. Najpierw Trutnov. Tam odwiedzamy Izę, jemy coś dobrego, nocujemy i rano po śniadaniu jedziemy do Pragi. Plan zaakceptowany.

13062255_1138556366189001_5520245107226909486_n

No to pakujemy się i goooo 😉

Iza… to jeden z tych ludzi, których spotkałam na swojej drodze „po coś”. Dziś aż boimy się, jak wiele nas łączy. Ale były takie czasy, kiedy mówiłyśmy do siebie na „pani”. Izka, pamiętasz to? 😉

Więc spędzamy cudowny dzień w najlepszym towarzystwie, a jeszcze do tego okazuje się, że właśnie jest sabat, a w Czechach to fajna ludowa tradycja tzw. čarodejnic. Ludzie zbierają się razem, rozpalają ogniska, w których symbolicznie palą kukły czarownic. Dziewczynki przebierają się za nie. I każdy musi obowiązkowo upiec sobie tradycyjną kiełbaskę (pssst! nic nie mówcie, ale nie jest taka dobra jak polska). Tak więc i my ruszamy pod Młode Buki, stok narciarski znany także Polakom, żeby tradycji stało się zadość.

13096257_1140190679358903_7497985845335872606_n

 

Rano budzi nas słońce i z radością pakujemy się na moją planowaną od trzech lat wyprawę. Co prawda tylko jednodniową, ale jednak… Wiem przecież, że Praga zrobi na mnie piorunujące wrażenie. I nie mylę się…

Włóczęga po tym mieście to jedna z lepszych rzeczy, jakie można robić w wolnym czasie. Nie przeszkadzały mi nawet specjalnie tłumy takich jak ja. Nie wiem, czemu, ale każdy z nas tak ma, że jak gdzieś jest, to nie utożsamia się z turystami, chociaż przecież sam nim jest 😉 Ale jak dyskutować z ludzką naturą?

13124676_1140190642692240_5559248482600642819_n

Smażony ser i praska pieczeń z knedlikami w Trzech Dzwonkach, gdzie kelnerzy rozmawiają z Tobą jak z gościem we własnym domu, to chwila wytchnienia, ale też moment, w którym okazuje się, że jednak jesteśmy trochę inne. Wokół nas sami Polacy. Ci się upili w dosłownie 45 minut, ci się kłócą z córką (w wieku mojej), że musi coś zjeść, chociaż nic jej się w karcie nie podoba, tamci mają tylko szybki przystanek na drodze do „zaliczania” kolejnych zabytków. A my po prostu siedziałyśmy. I po prostu rozmawiałyśmy. I po prostu żartowałyśmy z obsługą. I po prostu, totalnie niezobowiązująco, bez żadnych planów i celów, włóczyłyśmy się po Pradze.

13124582_1140190606025577_1089103003111485893_n

Zakochana w tym pięknym mieście, postanowiłam na koniec oddać się w ręce Andrzeja, żeby nas z niego wyprowadził. Andrzej to imię pana z nawigacji Google, który został tak naprędce ochrzczony przez moją córkę. Otóż tenże Andrzej tak nas popędzał przy zjeździe na autostradę na Wrocław, żebyśmy już teraz koniecznie skręciły, że wyprowadził nas w jakieś centrum handlowe, a że chciałam jak najszybciej zawrócić, to nie zobaczywszy znaku wjechałam pod zakaz, co bardzo nie spodobało się przemiłym czeskim policjantom.

– Za to powinna pani dostać dwa tysiące koron – mówi do mnie pan policjant. Ni w ząb po polsku, ale rozumiem czeski jak nigdy dotąd. Adrenalinka skoczyła 😉

– Proszę… nie tyle. Jesteśmy zmęczone i głupia nawigacja źle nas poprowadziła. Spokojnie. Nie dam pani aż tyle, ale mamy kamerę, więc mandat wypisać muszę. A gdzie pani jedzie?

– Na Wrocław.

– Nerozumim.

– Na Hradec.

– To my panią wyprowadzimy.

– Dekuju…

W ten oto sposób wyjeżdżam z Pragi w eskorcie policji. Zmęczona, wqrwiona na własną głupotę, co ostro skupiam na osobie Andrzeja, bo przecież najlepiej zwalić na kogoś i… przeszczęśliwa, bo przecież… włóczyłam się po Pradze! I jeszcze tam wrócę. Na dłużej, więc…

13123420_812260532212593_6135206327195462481_o

Ahoj, przygodo!

Tymczasem jednak pracujemy nad innym wymarzonym wyjazdem. Spędzić własne urodziny 4 lipca na paradzie w Nowym Jorku to by było coś, nie? 😉

Komentarze

komentarz

Brak komentarzy

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *