CHWAŁA WYNALAZCOM :)

niedziela, Marzec 19, 2017 0 0

Jakoś tak wczoraj przy sobotnim obiadku u mamy wywiązała się rozmowa o zmywaniu naczyń i przypomniało mi się, jak kupno zmywarki ucięło moje i męża kłótnie o to, dlaczego jak jest moja kolej zmywania, to zawsze jest czysto, a jak mojego męża – to trwa „zbieranie pełnego zlewu”. Nawet przez kilka dni! 😉 Męża już nie mam, zmywarkę – tak i przyznam, że bez niej nie wyobrażam sobie życia. Bo podobnie jak Agata Christie, nienawidzę zmywać naczyń 😀 I tak zaczęłam się zastanawiać, jakie jeszcze wynalazki znam, które stały się taką oczywistością, że gdyby ich zabrakło, byłoby… miałabym z tym naprawdę spory problem. I jakoś tak wiele z nich ma coś wspólnego z jakimś rodzajem wolności. Ciekawe 🙂

Oto moja subiektywna lista. Jak macie ochotę, dodajcie swoje. Kolejność przypadkowa 😉

Soczewki kontaktowe

Okularnicą zostałam w wieku lat 18, ku wielkiej swojej radości, bowiem jako mól książkowy, nerd i jak tam jeszcze się nazywa takie osobniki (ale nie kujon, bo lubiłam się uczyć tylko tego, czego lubiłam się uczyć :D) marzyłam o tym, żeby nosić okulary. Wiadomo przecież było powszechnie, że człowiek w okularach, o ile oczywiście nie były to denka od słoików, wygląda inteligentniej niż ten sam człowiek bez okularów 😉 Marzenie się spełniło, ale kiedy okazało się, że wada postępuje, szkła coraz cięższe, coraz trudniej bez okularów się obyć, a w dodatku – na moim nosie odciskały się już po 5 sekundach, zjeżdżały z niego, gdy się latem pociłam, że gdy zamieniam je na przeciwsłoneczne, jestem ślepa jak kura w czasie nowiu i czuję się po prostu ułomna, odkryłam soczewki 🙌 ⚡ i było to, jak grom z jasnego nieba. Nagle świat stał się zupełnie oswojony, ja wolna i z nieograniczonymi możliwościami. Co więcej – makijaż przestał być mordęgą, a stał się przyjemnością.

Tampony

Panowie, możecie pominąć tę część 😉 A może niekoniecznie? Zawsze to jakiś element edukacyjny 😀 Do sedna jednak, a właściwie do pewnej kolonii w NRD w latach 80., notabene dla kujonów w nagrodę za zwycięstwa w różnych konkursach 😉 Cisza poobiednia, leżymy z koleżankami na piętrowych łóżkach, raczymy niebotycznymi porcjami słodyczy, o których w Polsce mogliśmy tylko pomarzyć i rozprawiamy o życiu, czyli jak to nastolatki – o ważnych dla nas sprawach. Na przykład problemach z podpaskami, które wtedy (gimby tego nie znajo) w Polsce były powszechnie dostępne w postaci przyklejającej się sami-wiecie-do-czego waty uformowanej w podpaskę dzięki siateczce, w którą ją zapakowano, ewentualnie, jeśli ktoś miał szczęście i trafił akurat na dostawę w aptece, mniej chłonną, ale bardziej higieniczną formę przypominającą dzisiejsze podpaski. Z rozmowy tej zrodził się pomysł, by następnym razem podczas enerdowskiego shoppingu, który jeszcze wtedy nie nazywał się shoppingiem, tylko zakupami, obczaić podpaski dostępne w tej krainie mlekiem i miodem płynącej. Oj, poszalałyśmy wtedy w sklepie! A potem z trudem zamykałyśmy walizki i plecaki 😉

Druga część tej pasjonującej historii rozgrywa się już w wolnej Polsce w latach 90. Mur Berliński dawno runął. W sklepach zaczynają pojawiać się pierwsze nowinki z Zachodu. A w drogeriach (już nie w aptekach) coś o intrygującej nazwie Tampax, reklamowane wówczas hasłem zawierającym wymowne słowo „freedom” (wolność). Tak oto, na długo jeszcze przed soczewkami, poczułam powiew wolności w trudnym czasie menstruacji 😉

Damska torebka 😂

No jakżeby inaczej! Przecież to jest element naszego kobiecego jestestwa! Co nie mieści się w bajzlu naszego mózgu (nie mamy takich szufladek jak panowie), znajdzie swoje miejsce w naszej torebce. Czasem aż sama siebie zadziwiam, co potrafię znaleźć w swojej. Najciekawszą historię – o kobiecie z klamką – już Wam kiedyś na blogu opowiedziałam. Ale wierzę, że jeszcze wiele przede mną. Poza tym – zapewne inne panie po tej lekturze dorzucą swoje ciekawostki torebkowe 😉

Samochód

Taaak, wiem – że przecież można się obejść bez samochodu. Że są autobusy, tramwaje, pociągi, taksówki, samoloty, a w Kijowie nawet marszrutki 😉 Ale czy jadąc gdzieś autobusem czujesz ten sam powiew wolności co wsiadając w samochód, który sam/sama prowadzisz i mogąc w każdej chwili zmienić trasę na mniej uczęszczaną, zatrzymać się, kiedy chcesz, wysiąść i pooddychać wiejskim powietrzem, poleżeć na trawie, zajechać do przydrożnego baru, bo tak. Oczywiście, można też na piechotę, ale kto w dzisiejszym pędzie ma na to czas. Za mną i pewnie przede mną też wiele kilometrów przemaszerowanych pieszo. Ale jednak… samochód to moja miłość. Jeździć umiałam dawno zanim zrobiłam prawo jazdy, a każde moje auto nazywam moim księciem. I nie bez powodu zwykle są w srebrnej zbroi 😉

Komputer, Internet, telefon komórkowy

Tutaj mam trochę ambiwalentne uczucia, bo oczywiście, telefon komórkowy i Internet to wolność, szybkość kontaktów, a sam Internet to dodatkowo łatwość dostępu do informacji, możliwość zarządzania pieniędzmi bez wychodzenia z domu, filmy i muzyka, jakich tylko w danej chwili zapragniesz, słowem – okno na świat, a czasem też sposób na samotność; a jeszcze znacznie szybszy rozwój, który obserwujemy u naszych dzieci itp. itd. Zalet jest znacznie więcej. Ale są też wady, które z drugiej strony tę wolność w pewien sposób ograniczają. Np. gdy zapomnisz wyciszyć telefonu w nocy albo gdy ludzie nie rozumieją, że jest weekend czy wieczór i dzwonią do Ciebie ze sprawami, które mogłyby poczekać do jutra. Albo kiedy musisz pamiętać te wszystkie hasła do różnych kont. Albo kiedy śledzą cię ciasteczka i Wielki Brat Google patrzy i widzi dosłownie wszystko, co robisz w sieci. Ale jednak… odkąd mam komputer, odkąd tylko dorobiłam się pierwszego modemu telefonicznego i z tymi charakterystycznymi dźwiękami przez numer 0-20 21 22 połączyłam się ze światem – jestem on-line niemal non-stop. I dobrze mi z tym! Chyba że mi czasami niedobrze. Wtedy na chwilę znikam 😉

Odkurzacz i mop

Musiał się, tak jak i zmywarka, znaleźć na tej liście, bowiem obsesyjnie nie znoszę brudnej podłogi. Jedni lubią mieć sterylnie czystą kuchnię i łazienkę. Inni – codziennie świeżą pościel. Jeszcze inni – ubrania wyprasowane zaraz po ściągnięciu z suszarki. Ja muszę mieć czyste podłogi i kiedy są choć trochę brudniejsze niż tuż po umyciu, kiedy widzę jakąś plamę, latający kurz czy zwyczajnie – wydaje mi się nie dość czysta, czuję autentyczny niepokój (serio – ktoś powinien mnie zbadać 😂). Najgorzej, że o ile mop się nie psuje, a w razie czego można go zastąpić starym ręcznikiem, o tyle odkurzacz to jeden z tych sprzętów, które psują się zwykle w najmniej odpowiednim momencie, a miotła niestety nie doprowadzi podłogi do takiego poziomu czystości jak odkurzacz.

Tu muszę jeszcze wymienić pralkę automatyczną i żelazko. Bo czy może być coś gorszego niż brudne, przepocone ubranie, które w dodatku wygląda jak psu z gardła wyciągnięte? Brrr! Aaa, i jeszcze suszarkę do włosów i prostownicę. I sztuczne rzęsy. I hybrydowy lakier do paznokci. I ekspres do kawy. I kubek z gwizdkiem do gotowania mleka bez kipienia, który kiedyś kupiłam w NRD i który nadal stoi jako eksponat w mojej szafce, bo przecież do grzania mleka bez kipienia jest mikrofalówka. Właśnie! Mikrofalówka! Wyobrażacie sobie świat bez niej? Walizka na kółkach. Plecak ze stelażem. MacBook i iPhone. Rower. Szpilki. Deska do prasowania. Wózek dziecięcy. Technologię VR! Mikser. Żarówkę. Kodeks drogowy, żebyśmy się wszyscy nie pozabijali. Implanty i przeszczepy. Czipsy z owoców i warzyw. Lekko gazowana woda mineralna. Druk i koło. I ogień. I wodociągi. I kanalizacja… Dosyć! Kończę, bo można by tak wymieniać w nieskończoność 😀

I pomyśleć, że wszystko to ktoś kiedyś gdzieś z jakiegoś powodu odkrył, wynalazł lub wymyślił. Chwała im wszystkim! 🙂

A Wy – bez czego nie potrafilibyście żyć?