BYĆ JAK RYAN GOSSLING…

piątek, Lipiec 14, 2017 0 0

 

Stoję sobie dziś na balkonie, miziam moją kotkę, która prawdopodobnie oddałaby za mnie swoje małe kocie życie, patrzę i widzę… Ryana Gosslinga. Trochę jakby większy niż oryginał, może bardziej przytyty (ale tylko trochę), ale jednak! Obok stoi moja córka z naszym kocurem, który nie oddałby swojego trochę większego niż kotki życia ani za moją córkę, ani za mnie, ani nawet za swoją kocią siostrę. Bo głupi jest. Taki trochę niepełnosprawny umysłowo kot 😉

Stoimy sobie tak we czwórkę (bo w tyle właśnie stworzeń zamieszkujemy nasze mieszkanie w Rynku) i patrzymy na tego Ryana Gosslinga (moja córka, która jest czepialska co do szczegółów i ma lepszy wzrok niż ja, też potwierdza podobieństwo) i widzimy ojca rodziny prowadzącego pusty wózek, z jednym dzieckiem na ręku, z drugim biegnącym przed wózkiem i z żoną spacerującą u boku. Nie jakąś hollywoodzką pięknością. Taką zwykłą żoną, niespecjalnej urody. Taką, jak nas wiele na świecie. I widzimy jego – takiego zwyczajnego, niezbyt dobrze ubranego. Takiego po prostu… człowieka. Tylko wyglądającego jak Ryan Gossling.

I tak, po tym, co widziałam, siedzę sobie pół wieczoru i myślę.

Myślę o tym, co decyduje. Co decyduje o tym, że jesteś tym, kim jesteś.

Że jesteś w tym miejscu, w którym jesteś. Że wyglądasz jak Ryan Gossling, ale nie jesteś nim. Jesteś – jak to było w „Bracie, gdzie jesteś” z Georgem Clooney’em u braci Cohen pater familias. Ojcem rodziny. Nie celebrytą. Nie hollywoodzkim gwiazdorem, na widok którego ślinią się nie tylko nastolatki, ale i czterdziestolatki. Co o tym decyduje? Kraj, pochodzenie, Twój talent? A może przedziwne zbiegi okoliczności? A może napotkane na Twojej drodze życiowej osoby? A może boski plan albo czyste zrządzenie losu? Czy jesteś jak Kubuś Fatalista, według którego wszystko, co nam sądzone, zostało wcześniej zapisane i zaplanowane? A może jesteś jak to piórko przyklejone do buta Forresta Gumpa, dla którego życie jest jak pudełko czekoladek, w którym nigdy nie wiesz, co Ci się trafi? A może wręcz przeciwnie – to Ty sam kształtujesz swój los?…

Tyle jest teorii na ten temat… Sama po trochu forsowałam niemal każdą z nich. Ale dzisiaj – z tym polskim, lokalnym, rynkowym Ryanem Gosslingiem z tym wózkiem, dwójką dzieci i przeciętnej urody żoną u boku przed oczami – zaczynam myśleć, że właściwie to one wszystkie są po trochu prawdziwe. Że naszym życiem rządzi po trochu wszystko. I to, w jakich rodzinach się wychowaliśmy. I jakie geny dostaliśmy. I czy jakaś siła wyższa (w cokolwiek wierzymy) zapisała nam z góry jakąś ziemską historię. I ślepy los. I ludzie, których spotykamy na drodze. I wreszcie

to, jak sami kierujemy własnym życiem. To, co się z nim dzieje, najwyraźniej musi być wypadkową tych wszystkich sił. I dopiero jak w ten sposób o tym myślę, widzę sens tego wszystkiego, co na przykład dzieje się z moim życiem.

Bo można być JAKIMŚ, ale jednocześnie być nijakim. Można być KIMŚ (każdy z nas kimś jest), ale jednocześnie być nikim. Można  wyglądać kropka w kropkę jak Ryan Gossling, ale nim nie być. Można urodzić się w kraju, do którego się zupełnie nie pasuje. Mieć rasę, która nam nie odpowiada. Być kobietą w ciele mężczyzny i odwrotnie. Być gejem, lesbijką albo zwykłym outsiderem czy człowiekiem chorobliwie nieśmiałym i aspołecznym. Można nie robić nic i poddawać się temu, co przyniesie los. A można wziąć swój los we własne ręce i coś ze swoim życiem zrobić. I czy to wszystko wzajemnie się wyklucza? Absolutnie nie! Wręcz przeciwnie – jestem pewna, że wszystko to się nawzajem uzupełnia, tworząc NASZE ŻYCIE.

Mam jeszcze parę ciekawych (chyba) przemyśleń na ten temat, ale tymczasem… zostawię Was z tymi. Ciekawa jestem, co sami o tym myślicie 🙂 Podzielcie się koniecznie!

Komentarze

komentarz

Brak komentarzy

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *