JAK TO JEST BYĆ (MŁODĄ) WDOWĄ – kontynuacja

niedziela, Wrzesień 16, 2018 0 0

Dwa lata temu w sierpniu popełniłam na tym blogu wpis, który rezonuje do dzisiaj. Nie zdawałam sobie wtedy sprawy, że opisując własne trudne doświadczenia o tym, jak zostałam MŁODĄ WDOWĄ, stworzę miejsce dla osób, które mają doświadczenia takie jak ja albo podobne. Mimo upływu dwóch lat, ciągle, z mniejszymi lub większymi przerwami, ktoś komentuje i najczęściej dziękuje mi za mój wpis. To miłe, ale nie sądziłam, że jeszcze wrócę do tematu, zwłaszcza że jak widzicie, rzadko tu ostatnio bywam. Ale niedawno K, 40-letnia wdowa, spowodowała swoim komentarzem, że postanowiłam wrócić do tego tematu i w ogóle na bloga. Już nie taka młoda, ale nadal wdowa, mam dzięki tym osobom, które poszukując pomocy trafiły na mój wpis, dużo szerszy pogląd na to wszystko…

Mimo że mam już 45 lat, według społeczeństwa nadal jestem wdową MŁODĄ. No bo przecież wdowy to babcie, nasze 60-letnie mamy, których mężowie odeszli po chorobach. Każda wdowa niebędąca babcią jest młoda. A jak młoda, to podejrzana. Tak! Podejrzana. O to, że nie zajmowała się mężem jak należy. Jak chorował, to na pewno ona źle go karmiła, pozwalała się przepracowywać, ogólnie nie dbała o niego, tak jak mamusia by zadbała. Jak miał wypadek, to trudno znaleźć argument przeciwko niej, ale od biedy można powiedzieć, że na pewno w momencie wypadku zadzwoniła i czymś go zdenerwowała. Jak sam sobie odebrał życie, to definitywnie go gnębiła, nie doceniała itd. Generalnie w większości przypadków młoda wdowa zawsze jest w jakiś sposób winna śmierci swojego męża. Ale nikt jej tego nie pokaże wprost.

Będą robić to naokoło. Będą krytykować to, jak zajmuje się dzieckiem. Będą prześwietlać jej wdowie życie. Będą wiedzieć lepiej, co powinna, a czego nie powinna. Będą szybciej niż ona wiedzieć, że ma jakiegoś nowego faceta. Często (tak było u mnie) rodzina męża nagle zapomni, że kiedyś byli rodziną, a gdy ona pójdzie na cmentarz przed 1 listopada w roku śmierci męża, zastanie na grobie pomnik, który na pokaz zamówił jej szwagier bez informowania jej ani konsultacji z nią, podczas gdy ona w tym czasie próbowała ratować swój świat z gruzów, w których finansowo pogrążył ją mąż, i nie mając kompletnie głowy do jakichś pomników, bo zastanawiała się, co zrobić, żeby dziecko miało co jeść…

Ogólnie – w naszym społeczeństwie to społeczeństwo wyznacza, jak ma się czuć, zachowywać, myśleć i żyć młoda wdowa. Choć pewnie to można przenieść na wiele innych grup społecznych – doprawdy, „prawo” społeczne bywa gorsze niż prawo dżungli. Działa dokładnie tak samo. Eliminuje. Ale nie Ciebie. Ty możesz sobie żyć. Byle z jak największym poczuciem winy. Eliminuje wszystko wokół Ciebie. Nagle rodzina męża, która przez kilkanaście lat (nawet jak jeszcze nie byliście małżeństwem) była także Twoją rodziną, decyduje, że przestaje być Twoją rodziną. Pół biedy, że Twoją. Ale przestają też być ciociami i wujkami Twojego dziecka, któremu przecież też nagle świat się wywraca do góry nogami i potrzebowałoby w takiej sytuacji trochę normalności, czegoś stałego. Nagle Twoi znajomi postanawiają, że możesz stanowić zagrożenie dla ich małżeństw, bo jesteś samotna i kto wie, co Ci strzeli do głowy. I wynoszą się z Twojego życia. Nagle rozglądasz się i naprawdę tylko nieliczni zostają z Tobą tak naprawdę, szczerze i z potrzeby.

Bardzo trudno jest opisać to, co dzieje się, gdy odchodzi ktoś, z kim przeżyło się kilkanaście lat i kto był obecny ciągle. Po prostu był. Ale chyba niemożliwe jest opisanie, co czujesz, gdy nagle też cały Twój dotychczasowy świat postanawia się z Tobą z jakiegoś powodu rozprawić. Dlatego po korespondencji z K postanowiłam otworzyć na Facebooku grupę wsparcia dla osób, które przeżywały, przeżywają lub (to smutne, ale „nowi” też będą) przeżywać podobne do naszych doświadczenia. Zapraszam Was. Będzie nam łatwiej TUTAJ