KSIĘŻNA W KAWIARNI

wtorek, Styczeń 6, 2015 0 0

Dawno, dawno temu, gdy w świdnickim kinie „Gdynia” odbywała się jeszcze cudna impreza pod nazwą Konfrontacje Filmowe, uczęszczałam na nie regularnie wraz z moją śp. koleżanką Kasią, z którą codziennie długo błądząc ulicami omawiałyśmy każdy obejrzany film. Wśród nich był amerykańsko-niemiecki „Bagdad Cafe”, który zrobił na mnie tak wielkie wrażenie, że do dziś często przychodzą mi do głowy sceny z tego magicznego filmu. Czasem w zupełnie nieoczekiwanych kontekstach… A więc dziś – przy okazji Trzech Króli – będzie o czarach i książętach, a właściwie księżnych. Znaczy jednej księżnej… Ale po kolei.

„Bagdad Cafe” to poniekąd film drogi, choć droga ta właśnie kończy się w zapomnianym przez Boga i ludzi, położonym pośrodku pustyni Mohave, motelu o nazwie równie egzotycznej jak jego „zawartość ludzka”. Nie będę go opisywać, bo warto ten obraz obejrzeć samemu, a wciąż jeszcze krąży gdzieś po sieci (nie mylić z serialem nakręconym później na jego podstawie). Wspomnę tylko, że do tej przedziwnej kawiarni z zepsutym automatem do kawy dociera samotna, konserwatywna Niemka, która postanawia wprowadzić w nim niemiecki ordnung, po czym nagle sama ulega jego czarowi, sama też zaczyna… czarować. Samotna droga doprowadza ją do zmiany życia nie tylko własnego, ale też wszystkich mieszkańców „małej kawiarni na drodze z Vegas donikąd” (specjalnie do tego filmu Jevetta Steele zaśpiewała nominowaną do Oscara piosenkę „Calling You”, którą właśnie cytuję).

Film jest naprawdę przecudnej urody. Pokazuje, jak nawet jedna podróż może zmienić nasz sposób widzenia świata, a bywa, że i całe życie. Dlatego pewnie tak lubię filmy drogi i zapewne też dlatego często, gdy tylko mogę, w krótszą lub dłuższą drogę się wybieram. Ostatnio ciągle dokądś jeżdżę i wracam, a chwilowo nawet nie mieszkam w Świdnicy. Codziennie więc (prawie) dojeżdżam. Każdego dnia przebywam ten mały kawałek drogi tam i z powrotem, żeby dotrzeć do pracy, pozałatwiać sprawy czy zajrzeć do domu. Dzięki temu z innej nieco perspektywy, trochę oderwanej od naszej świdnickiej rzeczywistości, z pewnego dystansu patrzę na to, co dzieje się w moim rodzinnym mieście.

A tu okazuje się, że i tam też wyprawiają się czary… Wyczarowała nam się oto księżna. Skąd to wiem? Jest taki fanpage na FB Świdnica Watch, który obiecuje, że będzie się nowej władzy przyglądał (jak i ja). I znalazłam tam taki oto wpis:

„Prezydent Świdnicy Beata Moskal-Słaniewska nie podjęła jeszcze decyzji odnośnie powołania nowego dyrektora Lokalnej Organizacji Turystycznej – decyzja ta zapadnie po spotkaniu z władzami LOT, które pozwoli przeanalizować dotychczasowe zadania organizacji i podjąć stosowne rozstrzygnięcia”
Ewa Dryhusz, Biuro Prasowe Urzędu Miejskiego w Świdnicy

Na stronie internetowej stowarzyszenia Lokalna Organizacja Turystyczna „Księstwo Świdnicko-Jaworskie” http://www.ks-j.pl wymienionych jest 26 członków, z których każdy na walnym zgromadzeniu ma 1 głos. Również 1 głos posiada Miasto Świdnica. Pozostałych 25 członków nie będzie brało udziału w decyzjach Pani Prezydent?

No i jakbyście to odczytali? Czary! Oto mamy miasto, w którym jeden głos liczy się za kilkadziesiąt innych. Oto rządzi w nim niepodzielnie księżna, która może więcej niż inni. Książęcość w sumie by się zgadzała, wszak LOT ma przydomek „Księstwo”, więc i książę, i księżna być  w nim powinni (swego czasu w „WŚ” wybieraliśmy takowych), a jednak coś tu jest nie tak…

Trudno przecież uwierzyć, że inteligentna osoba albo nie umie liczyć, albo (no, to już byłby wstyd straszny) jej otoczenie nie ma pojęcia o tematach, w których się wypowiada, albo ona sama uwierzyła, że jest wszechwładną księżną, która raz wybrana, może wszystko. Dotarła tam, dokąd dążyła przez całą swoją życiową drogę i teraz wprowadza swój ordnung, jak Jasmine w „Bagdad Cafe”, tyle że Niemka była bohaterką pozytywną 😉 Ciekawa jestem, co na to pozostali członkowie LOT-u.

Informacja cytowana przez Świdnica Watch pochodzi najwyraźniej z komunikatu Biura Prasowego i jest częścią większej całości, cytowanej na wszystkich lokalnych portalach, a dotyczącej zmian na stanowiskach (niestety, po zmianie rzecznika w magistracie wycięto mój adres z listy mailingowej, więc już komunikatów nie dostaję). Wychodzi więc na to, że to BP zaliczyło merytoryczną wpadkę wielką niczym Rów Mariański, przypisując swojej pryncypałce moc iście książęcą. Tyle że obecne księstwo to jedynie powstała za zgodą różnorodnych samorządów i przedsiębiorców oraz osób fizycznych organizacja pozarządowa. A czy jej członkowie także ulegną świdnickim czarom? Pożyjemy, zobaczymy.

PS Co?… Myśleliście, że pazur mi się stępił i znów będę przynudzać o życiowych drogach i ścieżkach? Czasem będę. Ale bez przesady! 😉

SŁODKA ZEMSTA W CIENIU KOLĘDY

wtorek, Grudzień 16, 2014 2 0

Świdnica przysnęła. Bożonarodzeniowy jarmark tylko z pozoru ożywia rynek, bo jakoś tak… ludzi mało… No, dobrze – może w weekend było ciut więcej niż zwykle w weekend. Nad Rynkiem smętnie, aż do przesytu, snują się kolędy (już by puścili czasem jakieś last kristmas, bo w biurze poselskim od tych zawodzących kolęd można dostać obłędu), dodzwonić się do dyrektorów miejskich jednostek nie sposób, w magistracie się dzieje, ale poza nim – też cisza… A jutro kolejna sesja nowej rady.

W sali narad USC, gdzie obradują świdniccy radni, jest taka ława, w której zasiadają dyrektorzy miejskich jednostek, spółek, zakładów budżetowych itd. Ciekawa jestem, jakie twarze będą zasiadać w tych ławach w najbliższym czasie. Poprzednia władza wprowadziła ich wszystkich (choć w różnych okresach) nowych. Nie ma też najmniejszej wątpliwości, że podobną politykę będzie uprawiać nowa władza. Odwieczna zasada TKM albo bardziej eufemistycznie TQM (Teraz Qrwa My) 😉 wciąż działa. Co więcej – jest genialną okazją do zemsty. Na przykład na pracodawcy, który zwolnił pracownika, a teraz pracownik został poniekąd przełożonym byłego pracodawcy i… Noooo, jak tu nie poczuć tego cudownego słodkiego uczucia zemsty?! Nawet jeśli jeszcze nie ma się żadnych argumentów, bo jak je zdobyć w kilkanaście dni?

Czekamy też niecierpliwie na prezentację drugiego wiceprezydenta. Bo zgodnie z zapowiedziami, ma być ich dwóch. Niestety, kandydatka na wice została odsunięta przez własną eks-partię, która to eks-partia nadal jednak nie może się dogadać z Główną Partią, by w jakiś sensowny sposób ogarnąć tę dziwną sytuację. Docierają do mnie informacje o kolejnych kandydaturach i kolejnych odmowach. Zapewne większość to plotki, jednak nawet jeśli nie, to czemu tu się dziwić? Mało jest ludzi, którzy są gotowi z mandatu publicznego (bo co innego np. w biznesie) pracować dzień i noc świątek, piątek i niedziela 😉 Ja się wręcz dziwię, że ktoś się na to waży.

Cóż… poprzeczka nie tylko w przypadku rzecznika prasowego urzędu Stefana Augustyna została zawieszona bardzo wysoko… 😉

A tymczasem Świdnica naprawdę przysnęła… W oparach tych rynkowych smętnych kolęd (choć przecież tyle jest wesołych!) ludzie szykują się do świąt. Kupują nietrafione prezenty. Robią w nadmiarze zakupy spożywcze, które potem wylądują w okolicznych śmietnikach. Jakaś sesja miejskiej rady? Jakaś zemsta zwolnionego pracownika?… Czy to ich coś obchodzi?… Oto, co ich obchodzi!

Foto podkradłam Darkowi Nowaczyńskiemu. Darek, mam nadzieję, że nie dosięgnie Cię za to zemsta 😉