Jak polityka mistrza w ringu znokautowała

wtorek, Maj 13, 2014 0 0

Dorota Wellman: – Co w Europarlamencie zrobisz dla kobiet?

Tomasz Adamek: – Stawiam na przemysł.

Dorota Wellman: – Przemysł, kościół, kościół, przemysł… Ale co dla kobiet zrobisz?

Tomasz Adamek: – Mój program jest jasny: będę bronił przemysłu, będę bronił Boga i będę bronił rodziny.

RATUNKU! Tomasz Adamek znokautował mnie dziś kilkakrotnie. I choć tak naprawdę to on został znokautowany przez Dorotę Wellman i Marcina Prokopa w „Dzień dobry TVN”, to jednak ja jako widz leżałam na deskach wielokrotnie. Znokautowana, ogłuszona i próbująca bezskutecznie wstać przed ostatecznym ciosem.

Kiedy mój tata, któremu lubiłam towarzyszyć, gdy oglądał wydarzenia sportowe, bo zawsze mi – jak komentator – tłumaczył, co się dzieje, oglądał boks, nie mogłam, mimo jego komentarzy, zrozumieć, czemu jeden facet (wtedy jeszcze kobiet bijących się w TV nie pokazywali) tłucze drugiego do krwi, a ludzie biją mu brawa. Byłam też pewna, że jak się tyle razy po łbie dostanie, to nie ma szans, żeby się w nim klepki nie poprzestawiały. Dziś mam tę pewność w stu procentach.

Adamek nigdy nie należał do mistrzów elokwencji. Słuchanie jego wypowiedzi w mediach było dla mnie jak słuchanie skrzypienia kredy na szkolnej tablicy. Męczyłam się potwornie próbując zrozumieć sens i czekając, aż skończy. Dziś było jeszcze gorzej. Dziś czułam się jakbym słuchała człowieka, który przeszedł nieodwracalne pranie (nomen omen) mózgu. Człowieka, którego inny człowiek sprał tak porządnie, że stracił wszelkie instynkty, na czele z instynktem samozachowawczym.

Miny Wellman i Prokopa, ich nieustająca konsternacja i zażenowanie, a momentami wręcz zniecierpliwienie podczas rozmowy z Adamkiem mówią wiele. Sama się niecierpliwiłam – kiedy się to skończy, kiedy facet powie coś, co doprowadzi do wybuchu, kiedy wyprowadzi jakiegoś lewego czy prawego sierpowego, wreszcie kiedy zada cios… Ale nie doczekałam się. Ciągle tylko garda, garda, garda. Na koniec leżał na deskach, zapewne myśląc o tym, że broni Boga i kościoła.

Zapytany przez Prokopa o to, czy nie boi się, że zostanie marionetką w rękach polityków, zaprzeczył. A przecież już nią jest! Bo po co komitetom wyborczym tzw. twarze? Adamek nie ma pojęcia, czym zajmuje się Parlament Europejski, jeśli opowiada, że będzie bronił przemysłu, Boga i rodziny. Tak jak nie mieli pojęcia o podstawach Otylia Jędrzejczak i Maciej Żurawski, którzy w rozmowie z dziennikarzem TVN w którymś momencie już nawet nie kryli niewiedzy. Tak jak nie wiedzą nic na ten temat inni, którzy na listach znajdują się po to, by „zbierać głosy”? Bo to chyba jasne, że są tam tylko po to. I chyba nikt nie ma co do tego wątpliwości, chociaż…

…dzisiaj, gdy oglądałam rozmowę z Adamkiem, ja zaczęłam mieć.  Bo wygląda na to, że porządne (s)pranie mózgu może tak poprzestawiać klepki, że i chłop uwierzy, że będzie z niego król. A wiara potrafi czynić cuda…

A więc może Adamek „ocali” polski przemysł? Może zasiadając w Europarlamencie uratuje Boga? Może zrobi jeszcze wiele dobrego, jeśli do tego gremium się dostanie. Pewne (i smutne) jest jedno – nie ocali siebie. Już nigdy nie będzie tym samym Tomaszem Adamkiem, którego z trudem słuchałam, ale słuchałam, bo był „miszczem”. Teraz jest już tylko maszynką do zbierania głosów 😉 I aż przykro pomyśleć, że ten ruch to będzie nokaut…

Hey, Jude, make it BETTER!

wtorek, Maj 6, 2014 0 0

Nie ma takiej rzeczy wywołującej pozytywne emocje, która byłaby za droga, zwłaszcza kiedy płatnika na nią stać. Stać Cię na drogą wycieczkę, o której marzyłeś całe życie? Leć! Stać Cię na samochód, który jest spełnieniem Twoich marzeń? Kupuj! Stać Cię wreszcie na obiad w wypasionej restauracji, na który nigdy nie było Cię stać? Idź, jedz, pij, ciesz się życiem. A jeśli stać Cię na zamówienie spotu z okazji 10-lecia wejścia Polski do UE, który kosztuje ponad 750 tysięcy? Zamawiaj!

Irytuje mnie dyskusja na temat tego spotu. Potrzebny, niepotrzebny? Drogi, niedrogi? Sam spot kosztował 750 tysięcy złotych. Pozostałe 90 procent to koszty jego emisji w mediach. Ale czym byłby bez tych emisji? Filmikiem, który Ministerstwo Infrastruktury zrobiło sobie do archiwum i może jeszcze na stronę internetową. Może obejrzy go parę tysięcy internautów. A może nie?… Niestety, już nawet w komunie wiedzieliśmy, że reklama jest dźwignią handlu, w tym przypadku – handlu pozytywnymi emocjami (szkoda, że Ministerstwo Infrastruktury umieściło ten film bez możliwości pełnego udostępniania, więc mogę zamieścić tylko nieaktywny link, bo jak szukałam aktywnych, to były to same parodie, niestety).

Bo chyba tylko idiota nie uśmiechnął się choć raz z zadowolenia, jak bardzo odmieniła się Polska w ciągu ostatniego dziesięciolecia, jak zmieniło się nasze życie, jak wiele osiągnęliśmy jako naród. Na co dzień, tak jak przyzwyczailiśmy się do tego, że w Rynku znów jest wieża ratuszowa, a przecież jeszcze dwa lata temu jej nie było (!), przyzwyczajamy się do tego, co wokół nas. Jest lepiej? To dobrze. Ale chcemy jeszcze lepiej. Jest ładniej? Super. Ale chcemy jeszcze ładniej. Tymczasem tych 10 lat to naprawdę „10 lat świet(l)nych” – nawet patrząc obiektywnie nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości. Daleko nam jeszcze do doskonałości. Ale do czego byśmy dążyli, gdybyśmy już ją osiągnęli? Zawsze przecież trzeba chcieć więcej, sięgać wyżej, podnosić jakość… Życia, bycia, czegokolwiek, co robimy. A jakość – kosztuje. Nie zawsze pieniądze. Ale zawsze – pracę, pomysł i maksymalne zaangażowanie.

No właśnie… Ale nie jestem pewna, czy wszyscy tak myślą. Niedawno miałam bowiem okazję obejrzeć inny spot. Także reklamowy. Także zrealizowany na zlecenie ekipy wywodzącej się z szeregów Platformy Obywatelskiej i… przeniosłam się o 10 lat świetlnych w czasie! WSTECZ – żeby nie było wątpliwości.

Był to spot lokalny, a nie ogólnopolski. Fakt. Ale młodzież z Naszej Świdnicy udowodniła, że nawet nastolatki potrafią zrobić coś, co zechce wyemitować TVN24 czy nawet BBC!

Dla zapominalskich przypominam:

A więc – da się, prawda? A jeśli się da, to czemu ktokolwiek o zdrowych zmysłach akceptuje coś takiego?

Nie będę się rozwodzić nad jakością techniczną tej reklamy. Bo znam się na tym tylko trochę (choć i to mi wystarczy, by wiedzieć, że jest ona poniżej słabej). Ani nad jakością artystyczną – choć na tym po studiach znam się znacznie lepiej (to z kolei wystarczy mi, żeby wiedzieć, że od ideału dzielą ją – nomen omen – lata świetlne). Ani też nad jakością merytoryczną, bo to ocenią wyborcy, a – jak mówi stare porzekadło – każdy orze, jak może. Prawda jest jednak taka, że orać można za pomocą konia pługiem tradycyjnym albo ciągnikiem – pługiem nowoczesnym. Żaden rolnik mi nie powie, że nie ma różnicy 🙂 A jeśli nie wierzycie… obejrzycie sobie te dwa spoty. W dowolnej kolejności 😉

A jeśli się trochę wkurzyliście, tak jak ja, to… Na rozluźnienie…

A na koniec cytat z powyższej piosenki:

Hey Jude, don’t make it BAD,
take a sad song and make it BETTER 🙂