TYLKO NERWÓW SZKODA…

sobota, Styczeń 10, 2015 0 1

„Polak Polakowi nawet porażki zazdrości” – te słynne już słowa z filmu o Zbigniewie Relidze „Bogowie” uzupełniłabym o „a co dopiero sukcesu”. Polaków szlag trafia, że komuś jest lepiej. Obywatelskie donosiki do skarbówki, ZUS-u czy gdzie tam się jeszcze da coś donieść, to nasza narodowa specjalność, żeby nie powiedzieć – sport. Zamiast samemu zabrać się za własne życie, Polacy podglądają życie innych i wqrwiają się za każdym razem, kiedy coś im się udaje. A jeszcze gorzej – kiedy miało się nie udać, a udaje się. To ostatnie znam akurat z autopsji i widzę ten trafiający innych szlag w komentarzach na różnych portalach – miała umrzeć, a żyje, miała leżeć, a stoi, miała być zrównana z ziemią, a ciągle ją widać. Niech to szlag! 😀

Mnie z kolei trafia inny szlag – kiedy po raz kolejny, z coraz większym niesmakiem, śledzę nagonkę na Jurka Owsiaka. Nie ma drugiego takiego człowieka, który by tak mocno poruszył polskie serca i jednoczył je od lat we wspólnym celu, w dodatku nie idąc na wojnę, tylko działając pokojowo (no, może wróg jest wspólny – chory od lat system ochrony zdrowia). Niestety, w tym kraju nie da się zjednoczyć wszystkich. Bo w tym kraju nie może Ci się udawać, a jeśli tak się dzieje, zaczynają się też podejrzenia – o oszustwa, kanty, machlojki i inne podejrzane interesy.

Do zaczadzonej własnym smrodkiem nienawiści części naszego narodu do wszystkiego, co dobre i pozytywne, nie jest w stanie dotrzeć prosty argument, że każda organizacja pozarządowa jest prześwietlana jak mało jaka instytucja w tym kraju. Że gdyby ZUS i NFZ, odpowiedzialne za nasze zdrowie, ubezpieczenie i życie, były tak prześwietlane, być może WOŚP nie byłaby wcale potrzebna i nigdy by nie powstała albo w którymś momencie przestała grać. A potrzebna jest i dowodzą tego kolejne szpitale, które znikąd i nigdy w takim czasie nie doczekałyby się takiego sprzętu, jaki funduje im grająca od ponad dwudziestu lat orkiestra Jurka Owsiaka.

Ludzi, którym nie podoba się, że inni mają fajne pomysły i udaje im się je z sukcesem realizować, nie brakuje i na naszym lokalnym podwórku. Likwidacja wszystkiego, „żeby nie było niczego”, którą obserwujemy ostatnio w Świdnicy, to klasyczny przykład działań takich właśnie ludzi. Nie oni powymyślali to czy tamto, więc zamiast wydarzeń o zasięgu potencjalnie światowym będziemy mieć zaściankowe „hop-siup, dana-dana” – „świdniczaninie, zapraszamy Cię na przegląd folklorystyczny niszowego kina litewskiego z towarzyszeniem orkiestry dętej i chóru a capella”. Oł jeeaaa…

I o ile mocno wierzę w lokalnych twórców, o tyle wiem, że podobnie jak wielu innym świdnickim środowiskom trudno im wyjść poza ramy, poza myślenie, że świat kończy się na Świdnicy, a szczytem sukcesu jest pokazanie się i zdobycie nagrody na jednym czy drugim przeglądzie, konkursie, festiwalu itp. Trudno im spojrzeć na to miasto szerzej, z odleglejszej perspektywy. Bo do tego trzeba porzucić wygodne kapcie codziennie tej samej pracy „od-do” i realizowanych co roku według tego samego od lat schematu imprez. A kto by chciał porzucać ciepłe, mięciutkie kapcie, które codziennie stoją przy łóżku?…

Wracając jednak do Owsiaka i jego orkiestry – ja jestem pełna optymizmu. Nie będzie byle prawicowy Polak pluł Owsiakowi w twarz, bo stoją za nim miliony ludzi takich jak ja – normalnych i niewypełnionych nienawiścią jak te purchawki z PiS-u i okolic. Wczoraj Jacek Pochłopień, zastępca redaktora naczelnego miesięcznika „Forbes”, napisał na Facebooku:

Na WOŚP można spojrzeć tak: Polacy płacą przymusowe składki zdrowotne i cieszą się, że mogą dołożyć więcej wspierając Orkiestrę.
Albo na przykład tak: Polacy wspierają WOŚP, bo wiedzą, że te pieniądze będą wykorzystane lepiej i efektywniej, niż robi to NFZ.
WOŚP kupił przez 23 lata sprzęt za ponad 600 mln zł.
Roczny budżet NFZ to ponad 60 mld złotych.
Byłoby super, gdyby Polacy tyle samo uwagi co WOŚP poświęcali przed wyborami programom polityków dotyczącym ochrony zdrowia.

Nic dodać, nic ująć. Tylko trochę nerwów szkoda…

…I NICZEGO NIE BĘDZIE?…

wtorek, Grudzień 9, 2014 0 0

Dziś od rana, z jakiegoś nieznanego powodu, bo nawet tej piosenki nie usłyszałam w radiu, fruwa mi po głowie song „Nie przenoście nam stolicy do Krakowa” duetu Andrzej Sikorowski i Grzegorz Turnau… Po wieczornej rozmowie ze znajomym na temat przyszłości Świdnicy już wiem, dlaczego 😉

Pytanie zawarte w tytule zadaje sobie ostatnio wiele osób, które w naszym mieście „coś” robiły. Wczoraj rozmawiałam ze Stanisławem Dzierniejką (miło, że poza współpracą zrodziła się też zwykła ludzka sympatia, która się objawia telefonami i ciekawymi rozmowami), pomysłodawcą Festiwalu Reżyserii Filmowej. Dzisiaj z kolei gawędziłam – ze wspomnianym znajomym, który mnie wypytywał o przyszłość Kongresu Regionów. Ja sama zastanawiam się z kolei, co z Miastem Dzieci – wydarzeniem dla mnie najpiękniejszym w tym roku do tej pory. „Do tej pory”, bo teraz trwa akcja „Podziel się!”, która – wiem to już dzisiaj – przebije wszystkie inne podobne wydarzenia. Ale tej nowa władza nie może zatrzymać ani zepsuć 😉

Ale do sedna.

Czy w naszym mieście po zmianie władzy pozostaną te imprezy, które stały się – jak FRF czy KR – wizytówkami miasta? Nowa władza w kampanii wyborczej zapowiadała przekształcenie Festiwalu Reżyserii Filmowej w Świdnicki Przegląd Filmowy. Zapewne nowa pani prezydent ustaliła to już z Romanem Gutkiem, odwiecznym rywalem Stanisława Dzierniejki (tajemnicą samorządowego poliszynela jest telefon, jaki dwa lata temu miał wykonać do dystrybutora bajek Disney’a, blokując ich wyświetlanie w dniu otwarcia FRF w Dzień Dziecka). Gutek jest autorem Festiwalu Nowe Horyzonty, który od kilku lat coraz bardziej dryfuje w kierunku festiwalu kina niszowego, więc zapewne szuka jakiegoś nowego punktu zaczepienia. Po czym to wnioskuję? Wystarczy wejść na stronę Festiwalu Filmów Dokumentalnych Okiem Młodych. W tym roku Gutek był szefem jurorów, a na wspólnej finałowej foci nie sposób nie zauważyć jego, miłościwie nam panującej pani prezydent i równie miłościwie nam panującego obecnego przewodniczącego świdnickiej Rady Miejskiej w bardzo dobrej komitywie (tak zresztą nie było tylko na foci). Przypadek?

Czy Kongres Regionów, ściągające samorządowców, polityków i biznesmenów z całej Polski wydarzenie, którego wartość związana z wymianą doświadczeń, dobrych praktyk, pomysłów jest nie do przecenienia, zniknie z terminarza świdnickich imprez? Nowa władza mówi, że nie chce Kongresu likwidować, ale nie chce, żeby był on bankietową popijawą. Cóż… jeśli tylko w tym się uczestniczyło… Na szczęście, to nie Świdnica jest organizatorem KR i mam nadzieję, że Axel Springer Polska, wydawca m.in. „Newsweeka” i „Forbesa”, potrafi wyciągać wnioski z tego, co się dzieje, i jak nowa władza ocenia organizowaną przez niego imprezę.

A Miasto Dzieci? Wydarzenie, w które zarówno ja, jak i pozostali koordynatorzy i organizatorzy, włożyłam tak wiele serca, czasu zawodowego i wolnego, pracy od świtu do nocy, życia rodzinnego? Którego by może nawet nie było w Świdnicy, gdyby nie to, że przypadkiem o nim usłyszałam podczas towarzyskiej rozmowy na zupełnie inny temat i zaczęłam razem z Tomaszem Kurzewskim „wiercić dziurę w brzuchu” władzy w osobie Waldka Skórskiego 😉 Wydarzenie nie do przecenienia, jeśli chodzi o jego wydźwięk społeczny, wymiar edukacyjny i po prostu – pasję niesienia pomocy, którą w sposób organiczny zaraża. Czy ktokolwiek z nas, przygotowujących je po raz pierwszy, uczących się wszystkiego od podstaw, wypracowujących rozwiązania prawie „z niczego”, mimo że mieliśmy wzorzec w postaci Miasta Dzieci na Topaczu, będzie miał ochotę dzielić się swoim know-how z nową władzą? Ja na pewno nie. I nie sądzę, by ktokolwiek z moich kolegów chciał.

Co więc będzie z Miastem Dzieci? Co z Festiwalem Reżyserii Filmowej? Co z Kongresem Regionów?… Trzy nieprawdopodobnie energetyczne i pozytywne imprezy, pokazujące Świdnicę jako miasto wyjątkowe, wykraczające poza własne ramy…

To już niczego nie będzie?… Że powtórzę to przewijające się w głowach moich znajomych pytanie… 😉

Nie tak łatwo! Mam na zachowanie tych wydarzeń szatański, szalony i odjechany pomysł. Tak szatański jak ziejące ogniem i dymem szczyty, znaczy kominy, Mordoru, czyli naszego sąsiedniego Wałbrzycha, dokąd przeniosłabym Kongres Regionów (prezydent Roman Szełemej ucieszyłby się na pewno). Tak szalony, jak przeniesienie Miasta na Wieś, do gminy Świdnica. Tak odjechany, jak ulokowanie FRF w którymkolwiek ładnym mieście w okolicy…

Pan Staszek mówił mi, że Świdnica jest jego drugą, po Wrocławiu, miłością, jeśli chodzi o miasto. Rozumiem go. Ale… wydarzenia tworzą ludzie, nie miejsca. A więc – Kongres Regionów do Wałbrzycha, Miasto Dzieci – do gminy Świdnica (która zresztą z nami współpracowała), Festiwal Reżyserii Filmowej… możliwości są nieograniczone. A więc – przenośmy ich stolicę ze Świdnicy. Bo liczą się ludzie – nie miejsca. Ktoś to wreszcie musi zrozumieć. A wtedy… WSZYSTKO BĘDZIE 🙂

Foto Ireny Dębosz pochodzi z Miasta Dzieci Świdnica 2014