Skip to content

Prawdziwe życie zakładów pogrzebowych

Śmierć dotyczy nas wszystkich, a jednak świat zakładów pogrzebowych wciąż wydaje nam się odległy, obcy i trochę straszny. Trudno się dziwić – nie jest to przecież miejsce, do którego ktokolwiek zagląda z ciekawości. Ja sama byłam w zakładzie pogrzebowym tylko dwa razy. Pierwszy, w dramatycznych okolicznościach, żeby zorganizować pogrzeb mojego męża. Drugi – niedawno, gdy potrzebowałam spokojnej przestrzeni, by nagrać rozmowę z właścicielką jednego z nich…

Spotkanie z Iwoną Wojtuś, współwłaścicielką zakładu pogrzebowego Styks we Wrocławiu, która w latach 90. XX wieku postanowiła zmienić oblicze tej branży, pozwoliło mi przyjrzeć się temu światu bliżej, a nawet trochę zajrzeć do środka i popatrzeć na niego historycznie. Czy to jest wiedza, którą każdy chciałby posiąść? Zapewne nie. Z drugiej strony oswajanie takich tematów może być ważnym elementem naszych późniejszych doświadczeń związanych ze stratą bliskiej osoby.

A przecież… choć raczej nie chcemy na co dzień myśleć o śmierci naszych bliskich, to nie jest to coś, na co mamy wpływ. A z doświadczenia wiem, że właśnie od pracowników zakładów pogrzebowych zależy, jak wyglądają te nasze ostatnie pożegnania, a nawet to, w jakiej atmosferze przechodzimy przez pierwsze dni żałoby.

Posłuchaj całej rozmowy

Ludzie za kulisami śmierci

Kiedy myślę o pogrzebach, na których byłam w dzieciństwie i młodości, mam w głowie obraz mężczyzn w ciężkich butach, trochę szorstkich, odległych, od których trudno oczekiwać delikatności. Tak wyglądał stereotypowy „grabarz” – postać z mrocznych dowcipów, ubrana w czerń, z łopatą i… szklanką wódki jako rekwizytami.

Tymczasem obraz, który widzimy na pogrzebach dzisiaj, jest zupełnie inny. To już nie anonimowi ludzie w gumowcach, tylko zespół profesjonalistów, którzy wiedzą, jak rozmawiać z rodziną, jak zachować się przy grobie, jak zadbać o każdy szczegół.

Te przemiany zaczęły się jeszcze w latach 90., a jedną z pionierek była właśnie pani Iwona, która po własnych przykrych doświadczeniach postanowiła zmienić wizerunek tej branży. Zaczęła od prostych, ale symbolicznych rzeczy. Ubrała pracowników w eleganckie, dopasowane stroje. Panowie niosący trumnę zaczęli wyglądać schludnie i z klasą. Jak mówi moja rozmówczyni, to także forma okazania szacunku rodzinie i osobie zmarłej.

Drugą zmianą były pojazdy. Zamiast wysłużonych żuków i nysek, które dotąd kojarzyły się z pogrzebami, wprowadziła nowoczesne samochody. Nie były to jeszcze karawany w dzisiejszym rozumieniu, ale i tak różnica była ogromna. Rodziny, które wcześniej żegnały bliskich w kondukcie prowadzonym przez trzeszczącego żuka, nagle zobaczyły, że można inaczej – godniej, spokojniej, bez dodatkowego ciężaru w postaci brzydkich skojarzeń.

Dbałość o szczegóły dotyczyła też przestrzeni. Punkty obsługi klienta, zamiast ciemnych pomieszczeń z plastikowymi kwiatami stały się miejscami przyjaznymi, gdzie można było usiąść i poczuć się bezpiecznie. To wydają się powierzchowne drobiazgi, ale jeśli tego sami nie doświadczyliście, to musicie mi uwierzyć na słowo – dla rodzin, które przychodzą w największym bólu, otoczenie robi ogromną różnicę. I nie jest prawdą, że pogrążeni w rozpaczy nie zauważamy, że fotel jest wygodny, a na biurku obok kwiatka stoi pudełko jednorazowych chusteczek…

Bo dziś za kulisami śmierci pracują ludzie. Nie „smutni panowie w czerni”, ale osoby z pasjami, mające rodziny, wracające po pracy do swojego życia.

A jednak w tej pracy codziennie stykają się z czymś, czego my wolelibyśmy nie oglądać. I właśnie dlatego to, jacy oni są i jak wyglądają te „drobiazgi”, tak bardzo wpływa na to, jak wygląda nasze pożegnanie z bliskimi.

Więcej o tym, jak wygląda codzienna praca w branży pogrzebowej, usłyszysz w mojej rozmowie z Iwoną Wojtuś

Jak zmieniły się pogrzeby w Polsce?

W latach 90. pogrzeby wyglądały inaczej niż dziś. Oprócz tej otoczki, o której pisałam wyżej, były też inne różnice. Dominowały wtedy ceremonie katolickie, prawie nikt nie decydował się na kremację, a pogrzeby świeckie były rzadkością i miały bardzo skromną oprawę.

Dziś coraz częściej dochodzi do personalizacji pogrzebów. To może być muzyka, którą kochał zmarły, indywidualny scenariusz przygotowany przez mistrza ceremonii czy nawet drobiazgi – ulubiony kolor kwiatów albo cytat na klepsydrze. W ofercie są też biżuteria z prochami czy ekologiczne urny, które rozkładają się w ziemi, a nawet takie, z których wyrasta drzewo.

Pogrzeby w pandemii

Pandemia zmieniła naszą rzeczywistość niemal w każdym jej aspekcie. Także w kwestii pochówków. Wielu ludzi boleśnie doświadczyło wtedy, jak dramatyczne może być pożegnanie „bez pożegnania”.

Restrykcje i ograniczenia spowodowały, że rodziny, choć mogły uczestniczyć w ceremoniach, to często nie mogły zobaczyć zmarłego po raz ostatni. Dla wielu ten brak takiego… „domknięcia” był raną, która długo się nie goiła.

Dlaczego? Bo brak pożegnania zatrzymuje proces żałoby. Rozmawiając z panią Iwoną, miałam przed oczami historie rodzin osób zaginionych, które latami żyją w zawieszeniu – pomiędzy nadzieją a pożegnaniem. Myślę, że to wywołuje podobne emocje – brak pewności, brak symbolicznego zamknięcia, którym właśnie jest pogrzeb, a które pozwala pójść dalej.

Bo pochówek to nie tylko tradycja. To jest też swego rodzaju rytuał przejścia – moment, w którym wspólnota uznaje, że ktoś odszedł. To także chwila, która daje bliskim poczucie ciągłości i sensu. To ostatnie pożegnanie, jak też często mówimy, nie zabiera bólu, ale pozwala go nazwać i uczynić pierwszym krokiem w stronę życia na nowo.

Przyszłość pochówków

Z panią Iwoną rozmawiałyśmy też o przyszłości branży pogrzebowej i samych pochówków. Bo jak mówi moja rozmówczyni, ta branża zmienia się bardzo dynamicznie i… tu dochodzimy do pewnego paradoksu. Otóż w Polsce sprawy związane z pochówkami reguluje ustawa z… 1958 roku! Oczywiście, są jakieś poprawki i nowelizacje, ale i tak ten akt prawny totalnie nie nadąża za rzeczywistością. Nie reguluje kremacji, nie uwzględnia nowych form pochówku, jak na przykład złożenie prochów we własnym przydomowym ogrodzie czy ich rozsypanie gdzieś, zgodnie z wolą zmarłego. A przecież świat także w tm aspekcie poszedł naprzód…

Rodziny coraz częściej chcą czegoś innego. Pojawiają się ekologiczne urny, drzewa życia, transmisje online z ceremonii czy filmy wspomnieniowe. Coraz bardziej liczy się personalizacja i uczłowieczenie pogrzebów – tak, by były naprawdę o tym, kto odszedł, a nie tylko powieleniem schematu. A polski stan prawny zupełnie za tym nie nadąża…

Jak dziś wygląda polska branża pogrzebowa na tle świata? Posłuchaj

Na koniec taka moja refleksja – moja rozmowa z Iwoną Wojtuś to nie tylko opowieść o tej branży, ale też przypomnienie, jak ważne jest, żebyśmy nie bali się rozmawiać o śmierci. Bo ona i tak przyjdzie. Pytanie brzmi – jak chcemy się z nią spotkać i jak mają nas żegnać ci, którzy zostaną?

Warto mówić o swoich życzeniach wcześniej. To może odciążyć rodziny i nadać sens chwili pożegnania. A także sprawić, że kiedy przyjdzie czas, to nasze ostatnie spotkanie będzie naprawdę o nas – o naszym życiu, wspomnieniach i tym, co zostawiamy innym. Gdybyśmy z moim mężem (często w żartach, wyobraźcie sobie) nie rozmawiali o naszej śmierci, pewnie nigdy nie dowiedziałabym się, że chce, żeby jego ciało zostało skremowane… Notabene – czy wiedzieliście, że dziś jakieś 80% pogrzebów to właśnie kremacje? Jeśli nie, to tym bardziej zachęcam Was do wysłuchania tego odcinka. Nie tylko jest arcyciekawy, ale też otwiera oczy na wiele rzeczy, których na co dzień nie widzimy, a warto.

Brak komentarzy


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Udostępnij ten wpis: