ODPRAWA PREZYDENTA

piątek, 5 grudnia, 2014 0 7

Odwiedziłam dziś świdnicki magistrat. Jeśli nic nieprzewidzianego się nie wydarzy, zapewne moja noga postanie tam z przymusu dopiero gdzieś w roku 2016 – wówczas bowiem państwo każe mi zmienić dowód mój osobisty 😉

Ciekawe to było miejsce. Trochę inne niż zazwyczaj. Niby ogólnie trwała normalna, codzienna urzędnicza praca. Na parkingu było tak samo ciasno, jak zawsze. Z palarni wyszli kolejni urzędowi palacze. Pani w recepcji tak samo przyjaźnie odpowiedziała “dzień dobry”. W windzie spotkałam znajomego, który jak zwykle zdążał do swojego pokoju, by wykonać codzienne czynności. W biurze obsługi klienta panie jak zwykle, stukając pieczątkami, przyjmowały pisma, podania, wnioski itd.

W powietrzu jednak dała się wyczuć wszechobecna aura niepewności… Za jedną ścianą żegnał się z pracownikami jeden wiceprezydent, za inną – drugi odbierał dymisję, za jeszcze inną ktoś właśnie z mediów dowiedział się, że straci pracę i choć się tego spodziewał, to jednak klasy zupełnie nowej władzy zabrakło… Za kolejną – co niektórzy, dotąd nad wyraz wierni i lojalni, układali się, by na ciepłej urzędniczej posadce móc pozostać… A za następną – pomiędzy kolejnymi papierami do przejrzenia panie sprawdzały w sieci, kto może być ich szefem w najbliższym czasie…

Mimo że sama sobie w tym roku zafundowałam sporo zawodowego ryzyka, to jednak nie chciałabym być dziś w urzędniczej skórze. Niby co cztery lata polski system wyborczy funduje im zabawę w gorące krzesła, więc powinni być zahartowani, ale uśpiona przez dwanaście lat “pod tym samym szefem” zdolność szybkiego reagowania z pewnością robi swoje. Wielu z tych, z którymi rozmawiałam, mówi po prostu: “Poczekamy, zobaczymy, co się będzie działo”. W ich słowach brzmi nadzieja na to, że zachowają posady. Pewnie też łatwiej tak mówić, gdy ma się świadomość odprawy, dającej czas na poszukiwania nowego zajęcia. Wiem, bo taki sam komfort miałam dawno temu, gdy zwalniano mnie z Pafalu.

Dlatego dziwię się świdnickim mediom, które “robią temat” z odpraw prezydentów. Podczas cotygodniowej podsumowującej prasówki przeczytałam w części z nich teksty o sutych/solidnych (takich sformułowań użyto) odprawach, jakie otrzymają odchodzący świdniccy prezydenci. Z ciekawości przejrzałam także portale ościennych powiatów. I na temat odpraw nie znalazłam tam nic, a zmiany w samorządach na stanowiskach tamtejszych wójtów i burmistrzów, równie duże i spektakularne, także nastąpiły.

No bo cóż jest takiego nietypowego czy mogącego bulwersować w tym, że facet jeden z drugim, zatrudniony w normalnym stosunku pracy, dostaje odprawę, gdy się go zwalnia? Prezydenta zwalniają wyborcy nie wybierając go na następną kadencję. Należy się odprawa? Należy. On sam zwalnia zastępców, oszczędzając mało zapewne przyjemnego i komfortowego starcia z następczynią. Należy się odprawa? Należy. Odprawa należy się każdemu polskiemu pracownikowi, który zostaje zwolniony przez pracodawcę (poza oczywiście zwolnieniem dyscyplinarnym). Dlaczego więc nie miałaby się należeć prezydentom, burmistrzom, wójtom? Że pomnożona przez trzy miesiące wygląda “suto” czy “solidnie”? Cóż… Z tym prawem żaden dziennikarz nie dyskutowałby, gdyby to o niego chodziło. Prawda? 😉

Zdjęcie pochodzi ze strony www.um.swidnica.pl

WÓJT SUPERMAN

piątek, 28 listopada, 2014 0 2

Wybudowałem, zadbałem, zrealizowałem, pozyskałem, przekazałem, spłaciłem, uczyniłem, rozbudowałem… Ten człowiek wszystko zrobił sam. Wójt Jerzy Guzik, który od dwóch kadencji rządzi Marcinowicami, to prawdziwy Superman!

Taki mi się „michałek” trafił jeszcze przed samą wyborczą ciszą ;) Dziś przypadkiem natknęłam się na stronę internetową KWW Jerzego Guzika, który w drugiej turze zmierzy się z szefem Gminnego Ośrodka Kultury Władysławem Gołębiowskim, i po raz kolejny w zetknięciu z postacią mojego ulubionego wójta doznałam szoku! Facet jest niesamowity! Po co mu Rada Gminy, po co zastępca, sekretarz, skarbnik, urzędnicy, skoro on… wszystko sam?

Sam remontował, sam budował i sam rozbudowywał. Jak to czytałam, to nieomalże widziałam gościa z wąsami i kielnią w ręce, który jest budowlanym omnibusem, i samą tylko tą kielnią dzierżoną w ręce niczym królewskie berło, zamienił gminę z drewnianej w murowaną. Byłam tak pełna podziwu, że postanowiłam podzielić się wrażeniami z paroma znajomymi. Oczywiście, śmiechu było przy tym co niemiara. Jednak zastygł on na moich ustach, gdy obejrzałam ten oto, podrzucony mi, film…

Gmina Marcinowice, jak wszyscy wiemy, mocno ucierpiała w ostatnich latach w wyniku powodzi i lokalnych podtopień. Wójt, jak przystało na dobrego gospodarza, „pozyskał” fundusze na usuwanie ich skutków „wyremontował” oraz „wybudował” drogi. Tyle że wiele z nich prowadzi… donikąd! Film, zrobiony w stylu Filipa Chajzera, na pewno nie miał na celu chwalenia pana wójta, ale i tak… komentarz chyba jest zbędny.