Skip to content

Jak zrozumieć kryzys zdrowia psychicznego wśród młodzieży?

Z kryzysem zdrowia psychicznego wśród młodych mam jeden zasadniczy problem – on już dawno przestał być „niepokojącym trendem”, a stał się codziennością, o której wiemy aż za dużo z raportów – i wciąż za mało z realnych działań. W mojej najnowszej rozmowie z Melanią Dominiak, suicydolożką i psychoterapeutką, bardzo wyraźnie wybrzmiewa to napięcie między twardymi liczbami a miękką, ludzką rzeczywistością nastolatków, którzy próbują jakoś utrzymać się na powierzchni w świecie rozpiętym między online a offline. W jedynym świecie, jaki znają. I jakiego my, dorośli, nigdy już nie opanujemy w takim stopniu, jak oni… A jednocześnie to my mamy ich wspierać w odnajdywaniu się w tym świecie.

Młodzi w świecie ciągłego „online”

Z Melanią Dominiak umawiałam się na rozmowę od konferencji „Przywróceni do życia”, która odbyła się w Warszawie 10 września, w Światowym Dniu Zapobiegania Samobójstwom. Miała tym wykład poświęcony wsparciu i towarzyszeniu w odbudowywaniu sobie życia przez osoby, zwłaszcza młode, bo z takimi głównie pracuje moja rozmówczyni, po próbach samobójczych.

Ale nieoczekiwanie punktem wyjścia do rozmowy okazał się opublikowany świeżo przed jej nagraniem raport „Dobre i złe wiadomości – życie online i offline a zdrowie psychiczne polskich nastolatków”, pokazujący, jak niepokojąco wygląda dziś kondycja psychiczna nastolatków.

Wystarczy spojrzeć na niektóre dane z raportu:

  • 23% uczniów szkół ponadpodstawowych deklarowało myśli samobójcze,
  • 12% ma za sobą próbę samobójczą.

Za każdą z tych liczb stoi konkretne dziecko, konkretna historia i konkretna rodzina. To nie są statystyki, obok których można przejść obojętnie, zwłaszcza jeśli zajmujemy się zdrowiem psychicznym nie tylko „zawodowo”, ale też z poziomu własnego doświadczenia kryzysu i żałoby.

Życie młodych coraz mocniej toczy się w przestrzeni cyfrowej, gdzie granice między „ja” a „moim wizerunkiem” są dramatycznie cienkie. Nieustanne porównywanie się, presja bycia widocznym, lęk przed wykluczeniem z grupy – to wszystko działa jak cichy, ale bardzo skuteczny rozpuszczalnik odporności psychicznej. Coraz więcej nastolatków mówi wprost o swoich trudnościach, ale to, czy te głosy spotkają się z realnym wsparciem, wciąż w dużej mierze zależy od dorosłych – od rodziców, dziadków, specjalistów, ale też – a może przede wszystkim – od szkoły…

Moja rozmówczyni, która od lat pracuje z młodzieżą doświadczającą sytuacji kryzysowych, w tym granicznych, i od lat współpracuje ze szkołami, jest w tym zakresie optymistką. Ale też zauważa, że w badaniach wykonanych w łódzkich szkołach dyrektorzy bardzo mocno podkreślali swój i nauczycieli brak odpowiedniego przygotowania do pracy z uczniami w kryzysie emocjonalnym. O tym jeszcze napiszę poniżej.

Moja córka już nie jest w wieku szkolnym, więc mam już w tym obszarze pewne luki wiedzowe i kompetencyjne, ale… dzień po nagraniu, kiedy rozmawiałam ze znajomą, usłyszałam historię o tym, jak szkoła potraktowała nastolatkę, która doświadczając przemocy rówieśniczej, nie wytrzymała i doprowadzona przez znęcające się nad nią koleżanki i kolegów krzyknęła, że się zabije. Nie miała niczego, czego mogłaby użyć, by tę pełną rozpaczy groźbę „spełnić”. Była w szkole, w otoczeniu ludzi, w tym dorosłych nauczycieli. Co zrobiła szkoła? Wezwała służby.

Zamiast wdrożyć pomoc emocjonalną, zamiast wezwać rodziców, szkoła wezwała służby. Na pełnej petardzie wjechały tam policja i pogotowie. Dopiero wtedy wezwano rodziców. Z dziewczynką nikt nie porozmawiał, a przecież cała ta sensacyjna – nie boję się tego tak określić – akcja, o której pewnie do dzisiaj mówi cała szkoła, musiała mieć jeszcze gorszy wpływ na jej stan psychiczny… Zatem jak widać, wciąż jest w szkołach wiele do zrobienia w tej kwestii.

Szkoła, która boi się emocji

Bo szkoła boi się emocji. Z informacji mojej rozmówczyni wyłania się dość spójny obraz – dyrektorzy szkół widzą narastający kryzys zdrowia psychicznego uczniów i deklarują duże zaniepokojenie sytuacją. Ale jednocześnie przyznają, że nauczycielom brakuje przygotowania do pracy z młodymi osobami z diagnozami psychiatrycznymi, a więc z dziećmi, które już są w systemie pomocy, ale na co dzień funkcjonują właśnie w szkole.

Ten deficyt kompetencji widać także w obszarze rozmów z rodzicami. Mówienie o depresji, samouszkodzeniach czy próbie samobójczej dziecka bywa dla nauczycieli paraliżujące – nie dlatego, że im nie zależy, ale dlatego, że nikt ich nie nauczył, jak to robić bezpiecznie i odpowiedzialnie. Moja rozmówczyni bardzo mocno podkreśla, że nie chodzi o to, by z każdego pedagoga zrobić terapeutę, tylko o to, by wyposażyć szkołę w podstawowe narzędzia – wiedzę i procedury. Od siebie dodam, że także w umiejętność realnego oceniania sytuacji, tak aby interwencja opisana wyżej nie zakończyła się z jeszcze większą szkodą dla dziecka.

Między online a offline

W rozmowie często wracamy do metafory krawędzi, bo dziś wielu nastolatków żyje jakby jednocześnie w dwóch światach, pomiędzy którymi musi nieustannie przeskakiwać. W realu funkcjonują w systemie ocen, oceniania i wymagań, w sieci – w systemie lajków, reakcji i algorytmów, które premiują skrajne emocje i skrajne postawy. Ta podwójna rzeczywistość potrafi nasilać poczucie osamotnienia, lęk, wstyd, a także doświadczenie ciągłego przeciążenia. A algorytmy… tym, którzy już i tak są w kryzysie, podsuwają treści jeszcze bardziej ten kryzys pogłębiające.

Jednocześnie z raportu, o którym rozmawiałyśmy, wynika coś, co daje nadzieję. Młodzi coraz częściej mówią o swoich trudnościach otwarcie, bez owijania w bawełnę. To dla dorosłych sygnał, że trzeba przestać udawać, że „oni przesadzają” – i zacząć traktować te komunikaty jak realne wołanie o pomoc, które domaga się nie tylko empatycznego wysłuchania, ale też konkretnych i łatwo dostępnych form wsparcia psychologicznego.

Gdy rozmowa staje się ratunkiem

To, co w naszej rozmowie z Melanią Dominiak wybrzmiało chyba najmocniej, to znaczenie zwykłych, ludzkich rozmów o emocjach prowadzonych w miejscu dziś do tego nieprzygotowanym, ale takim, które może nim być, jeśli dopuści do głosu wrażliwość, czyli w szkole. Tworzenie atmosfery bezpieczeństwa emocjonalnego nie wymaga spektakularnych programów, tylko dorosłych, którzy nie wyśmiewają, nie bagatelizują i nie straszą, tylko potrafią powiedzieć „widzę, że jest ci ciężko, poszukajmy razem pomocy”.

Pani Melania zwraca też uwagę na coś, co jest mi szczególnie bliskie – na szukanie „jasnych punktów” nawet w najtrudniejszej sytuacji i w najtrudniejszym kontekście. Tam, gdzie pojawia się przestrzeń na mądrą rozmowę, uważne słuchanie i realne wsparcie, zaczynają się rodzić zalążki systemu pomocy – nie zawsze idealnego, często niekompletnego, ale takiego, który może zrobić tę jedną ważną zmianę, czyli sprawić, że konkretne dziecko po tej stronie zostanie, zamiast odchodzić.

Co z tego wynika dla nas, dorosłych?

Z tej rozmowy wyniosłam cztery rzeczy, które nie dają spokoju – i być może właśnie o ten brak spokoju chodzi, bo on może przekuć się w działanie.

Kryzys zdrowia psychicznego młodzieży jest realny, mierzalny i nie zniknie sam z siebie – wymaga pilnej, systemowej reakcji.

  • Szkoły i nauczyciele potrzebują nie tylko „świadomości”, ale realnego przygotowania: szkoleń, procedur, dostępu do specjalistów, z którymi mogą konsultować trudne sytuacje.
  • Otwarte rozmowy o zdrowiu psychicznym powinny stać się normą w placówkach edukacyjnych, a nie wyjątkiem przy okazji kryzysu czy tragedii.
  • Najważniejsze jest budowanie systemów wsparcia, które będą dla młodych naprawdę dostępne – nie tylko na papierze, ale w ich codziennym doświadczeniu szkoły i domu.

Jeśli ten temat jest Ci bliski, jeśli pracujesz z młodzieżą albo masz w domu nastolatka, to wiedz, że nie musisz i nie powinnaś/powinieneś zostawać z tym sama/sam. Proponuję zacząć od wysłuchania tego bardzo ważnego odcinka.

Brak komentarzy


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Udostępnij ten wpis: