Wyobraź sobie, że stoisz przed kościołem. Za pięć minut masz wejść do środka i zostać ojcem chrzestnym. Nagle dzwoni telefon. W słuchawce słyszysz, że w innym mieście czeka serce. Na podjęcie decyzji i uruchomienie lawiny zdarzeń, która uratuje komuś życie, masz zaledwie 30 minut. Tak właśnie wygląda codzienność koordynatora do spraw transplantacji. Sama transplantologia jest nie tylko skomplikowana medycznie. Jest też obwarowana mnóstwem przepisów, dbających o to, żeby była też dziedziną głęboko ludzką.
Do najnowszego odcinka podcastu „Po tej stronie” zaprosiłam Mateusza Rakowskiego, wojewódzkiego koordynatora ds. transplantologii przy Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu. Zamiast rozmawiać wyłącznie o procedurach i medycznych statystykach, przyjrzeliśmy się temu, co dzieje się na styku życia i śmierci. To mądra, ważna i oparta na niezwykłym szacunku do człowieka opowieść. Opowieść o tym, gdy dla jednego pacjenta kończy się czas, ale dla drugiego pojawia się ostatnia nadzieja…
Logistyka nadziei, czyli gdy liczy się każda minuta
Kiedy zapada decyzja o pobraniu narządów, w tle zaczyna tykać niewidzialny zegar. W przypadku serca zespół ma zaledwie cztery godziny od momentu zamknięcia dopływu krwi u dawcy do chwili, gdy narząd musi podjąć pracę w nowym ciele. To czas wyliczony co do minuty: pół godziny na pobranie, dwie i pół godziny na transport, godzina na wszycie.
To jednak nie jest scenariusz z hollywoodzkiego thrillera, ale rzeczywistość pełna żmudnej, skomplikowanej logistyki. Zespoły transplantacyjne na bieżąco sprawdzają pogodę, dostępność samolotów wojskowych czy śmigłowców ratunkowych. Mateusz Rakowski opowiedział mi historię, w której załamanie pogody zmusiło pilota transportującego serce do awaryjnego lądowania pod sieciową restauracją przy autostradzie. Stamtąd zespół musiał kontynuować drogę karetką. W tych momentach presja musi być niewyobrażalna, a prawdziwa ulga tak naprawdę przychodzi dopiero wtedy, gdy organ bezpiecznie trafia na blok operacyjny. A właściwie dopiero wtedy, kiedy przeszczepienie się powiedzie i organ zostanie przyjęty przez organizm biorcy.
Pomiędzy wiarą w cud a śmiercią mózgu
Często wyobrażamy sobie, że donacja to po prostu szybka decyzja lekarzy stojących nad łóżkiem chorego, który doznał śmierci mózgu. W rzeczywistości jest to mocno obwarowany przepisami prawa proces, który jest niezwykle dokładny i wyklucza jakikolwiek margines błędu. Bo śmierć mózgu to nie jest śpiączka, z której pacjent nagle się wybudzi. Niestety, dla stojącej przy łóżku rodziny, widzącej unoszącą się sztucznie klatkę piersiową i obraz bijącego serca na kardiomonitorze, zaakceptowanie tej prawdy bywa najtrudniejszym momentem w życiu.
Jak tłumaczy mój gość, diagnoza to wieloetapowy proces. Wykonuje się badania obrazowe (tomografię z kontrastem), w których wyraźnie widać, że krew zatrzymuje się na wysokości tętnic szyjnych i nie dopływa do mózgu. Następnie niezależni lekarze przeprowadzają serie rygorystycznych prób, sprawdzając m.in. odruchy bezwarunkowe i zdolność do samodzielnego oddychania. To powolne i pełne szacunku upewnianie się, że medycyna wyczerpała już absolutnie wszystkie swoje możliwości ratując życie tego właśnie człowieka.
Rozmowa, która zdejmuje ciężar z serca bliskich
Jeśli chodzi o transplantacje, polskie prawo opiera się na zasadzie zgody domniemanej. To znaczy, że jeżeli za życia nie zgłosiliśmy sprzeciwu w Centralnym Rejestrze Sprzeciwów na stronie Poltransplantu, jesteśmy traktowani jako potencjalni dawcy. Teoretycznie więc medycy mogliby po prostu pobrać organy osoby, u której stwierdzono śmierć mózgu, bez pytania kogokolwiek o zgodę. A jednak lekarze w Polsce i tak zawsze przeprowadzają rozmowę z najbliższymi. Dlaczego?
To właśnie na ten moment Mateusz Rakowski zwraca szczególną uwagę. Rodziny w obliczu nagłej i bolesnej straty – często w wyniku wypadku czy pęknięcia tętniaka – stoją przed decyzją, która ich przytłacza. Dramat nie zawsze polega na samej niezgodzie na pobranie narządów, ale na dręczącym pytaniu: „Czego on/ona by chciał/a?”. Brak wcześniejszej rozmowy o dawstwie sprawia, że bliscy muszą wziąć ten gigantyczny ciężar na własne sumienie, co często ich przerasta.
Dlatego warto o tym porozmawiać, bo czasem jedno zdanie rzucone przy okazji rozmów o śmierci albo chorobach, które mówi, że „w razie czego się zgadzam”, może w przyszłości oszczędzić im rozterek, a gdyby doszło o naszej śmierci – stać się najpiękniejszym, choć trudnym, początkiem nowego życia dla kogoś innego.
Posłuchajcie tej rozmowy. To niesamowicie otwierające oczy spotkanie, które uczy szacunku do życia i udowadnia, że za każdą procedurą medyczną zawsze stoi żywy, czujący człowiek.
W tym odcinku usłyszysz m.in.:
- Jak wygląda moment stwierdzenia śmierci mózgu i dlaczego nie ma w tym procesie miejsca na najmniejszy błąd.
- Z czym mierzą się rodziny zmarłych i jak wygląda zadanie tego najtrudniejszego na świecie pytania o oddanie narządów bliskiego.
- Jak zorganizowana jest logistyka, jak wygląda przeszczep narządów, gdy w grę wchodzą wojskowe śmigłowce, policja i precyzyjne odliczanie do końca.
- Ile tak naprawdę godzin przydatności mają ludzkie narządy i dlaczego czas na przeszczep serca to tylko 4 godziny.
- Co dzieje się w głowach pacjentów oczekujących na transplantację, gdy w końcu odbierają telefon z informacją: „mamy dla ciebie organ”.
- Dlaczego rozmowa z bliskimi o naszej woli po śmierci jest najważniejszym krokiem, by ratować inne życia.


Brak komentarzy