Skip to content

Żałoba nieuznana, czyli kiedy otoczenie odbiera Ci prawo do cierpienia

żałoba nieuznana kobieta w żałobie z profilu z czerwonymi goździkami przy twarzy

„To był tylko pies”…

To zdanie potrafi zranić bardziej niż osoba je wypowiadająca mogłaby przypuszczać. Bo dla jednej osoby to rzeczywiście może być „tylko pies”. Zwierzę, które było gdzieś obok, było elementem codzienności, ale nie centralną postacią jej życia. Ale dla innej – ten pies (czy kot) był kimś, kto był przy niej przez kilkanaście lat. Kto towarzyszył jej w przeprowadzkach, chorobie, samotności, ważnych życiowych zmianach. Kto był obecny każdego dnia – rano, wieczorem, w nocy i podczas zwyczajnych chwil, których nikt poza nimi nie widział. I kiedy odchodzi, człowiek nie traci „tylko zwierzęcia”. To jest utrata konkretnej, głębokiej relacji.

Śmierć bliskiej osoby uruchamia nie tylko ból po stracie. Czasem przynosi również coś, czego osoba w żałobie zupełnie się nie spodziewała – konieczność tłumaczenia innym, dlaczego właściwie cierpimy. „To był tylko pies”. „Byliście razem tak krótko”. „To przecież tylko była żona”. „Miał już swoje lata, trzeba było się z tym liczyć”. „Nie przesadzaj, przecież minęło już kilka miesięcy”. Takie zdania często nie wynikają ze złych intencji. Często wypowiadają je ludzie, którzy próbują znaleźć słowa pocieszenia albo jakoś oswoić cudzy ból. Problem w tym, że zamiast przynieść ulgę, sprawiają, że osoba po stracie czuje się jeszcze bardziej samotna, bo oprócz tego, że straciła kogoś ważnego, zaczyna mierzyć się z pytaniem: „Czy mam w ogóle prawo tak cierpieć?” To właśnie jeden z obszarów, których dotyczy pojęcie żałoby nieuznanej.

Czym jest żałoba nieuznana?

Żałoba nieuznana (ang. disenfranchised grief) to sytuacja, w której człowiek doświadcza realnej straty, ale jego otoczenie nie daje jej pełnego społecznego uznania. I nie chodzi tu o to, że inni ludzie mówią wprost, że nie masz prawa cierpieć. Częściej dzieje się to znacznie subtelniej. Ta strata jest pomniejszana, relacja jest kwestionowana, emocje są oceniane, a cierpiący człowiek słyszy, że „powinien” czuć inaczej, szybciej wrócić do normalności albo spojrzeć na sytuację z innej perspektywy. Skutek jest taki, przeżywa nie tylko samą śmierć, ale również brak mu przestrzeni na przeżywanie żałoby.

Termin żałoby nieuznanej wprowadził amerykański badacz Kenneth J. Doka, opisując sytuacje, w których społeczeństwo nie daje człowiekowi pełnego prawa do opłakiwania konkretnej osoby albo konkretnego rodzaju straty. To ważne rozróżnienie, bo nie każda strata jest tak samo widoczna społecznie, ale każda może być bardzo realnym doświadczeniem utraty więzi i spowodowanego tym bólu.

Dlaczego próbujemy oceniać cudzą żałobę?

Kiedy ktoś umiera, szczególnie gdy dzieje się to nagle albo w dramatycznych okolicznościach, ludzie wokół często nie wiedzą, jak się zachować – nie wiedzą, co powiedzieć, nie wiedzą, czy pytać, nie wiedzą, czy wspominać zmarłą osobę, czy może lepiej nie „otwierać ran”.

To dlatego, że cudza rozpacz konfrontuje nas z czymś bardzo trudnym, czyli z faktem, że nie wszystko w życiu można przewidzieć i kontrolować. Jednym ze sposobów poradzenia sobie z tą bezradnością jest próba uporządkowania sytuacji. Tworzymy sobie wtedy pewne kategorie i zasady, które mają pomóc nam zrozumieć rzeczywistość.

Wtedy pojawiają się różne przekonania, które choć wydają się logiczne, w rzeczywistości upraszczają bardzo złożone doświadczenie:

  • śmierć dziecka jest „najgorszą” stratą,
  • śmierć młodej osoby jest bardziej tragiczna niż śmierć osoby starszej,
  • małżonek cierpi bardziej niż były partner,
  • rodzina ma większe prawo do żałoby niż przyjaciele,
  • długoletnia relacja była ważniejsza niż krótka.

Problem polega na tym, że te kategorie opisują jedynie zewnętrzną część historii. W żaden sposób nie pokazują tego, czego nie widzi nikt poza osobami tworzącymi daną relację.

„Ale przecież miała swoje lata”…
To zdanie często pojawia się przy śmierci starszej osoby. I rzeczywiście – śmierć w podeszłym wieku
może być czymś, czego bardziej się spodziewamy. Możemy mieć więcej czasu na oswojenie się z myślą,
że kiedyś nadejdzie. Ale spodziewana strata nadal jest stratą. Człowiek traci osobę – ten głos, który kochał, ten telefon, który już nie zadzwoni, ten niedzielny obiad, który już nigdy nie będzie taki sam. I traci odpowiedzi na pytania, których już nie będzie komu zadać.

Nie da się zmierzyć znaczenia człowieka dla drugiej osoby

Patrząc z zewnątrz, bardzo łatwo ocenić cudzą stratę. Widzimy wiek zmarłej osoby, wiemy, czy ktoś był mężem, żoną, partnerem, dzieckiem, rodzicem, możemy znać długość związku… Tylko że żadna z tych informacji nie mówi nam wszystkiego o więzi.

Bo przecież można (i znam takie przykłady) być z kimś dwa lata i stworzyć relację, która całkowicie zmieni życie. A można też przez kilkadziesiąt lat dzielić z kimś codzienność, a jednocześnie przeżywać relację pełną dystansu, trudności albo niewypowiedzianych emocji. I takie przykłady też znam.

Nie istnieje prosty przelicznik, według którego można określić:

  • „ta strata powinna boleć bardziej”,
  • „ta mniej”,
  • „ta osoba ma większe prawo do żałoby”.

Relacji między ludźmi nie podsumowujemy przecież w rubrykach Excela, w statystykach i nie zapisujemy stopnia więzi w dowodach osobistych albo – skoro mówimy o śmierci – aktach zgonu. Nie da się ich ocenić na podstawie statusu związku, nazwiska, aktu małżeństwa czy liczby wspólnie spędzonych lat.  To, co dla jednej osoby było „tylko związkiem”, dla innej mogło być najważniejszą relacją życia.

Kiedy strata nie mieści się w społecznych schematach

Najbardziej oczywiste przykłady żałoby kojarzą się zwykle z najbliższą rodziną – śmiercią rodzica, dziecka, małżonka. W takich sytuacjach społeczeństwo zwykle wie, jak reagować. Istnieją też pewne rytuały, słowa, gesty i określone zachowania, które podpowiadają otoczeniu, co zrobić. Tyle że życie rzadko mieści się w prostych schematach.

Nie wszystkie ważne relacje mają oficjalne nazwy. Nie każda bliskość jest wpisana w dokumenty. I nie każda strata wygląda tak, jak wyobrażamy sobie „typową” żałobę.

Żałoba nieuznana może pojawić się między innymi wtedy, gdy umiera:

  • były partner lub była partnerka, z którymi mimo rozstania nadal łączyła człowieka ważna więź,
  • osoba, z którą relacja była nieformalna albo ukrywana,
  • przyjaciel lub przyjaciółka,
  • osoba, z którą relacja była skomplikowana, pełna konfliktów albo niedokończonych spraw,
  • dziecko utracone w wyniku poronienia,
  • ukochane zwierzę.

W każdym z tych przypadków ból może być ogromny, jednak otoczenie nie zawsze może i nie zawsze wie, jak go zauważyć i nazwać. Czasami wynika to z niewiedzy, ale bardzo często (o ile nie częściej) z przekonania, że istnieje jakiś „ranking” relacji, który określa, kto powinien cierpieć bardziej. A przecież człowiek nie opłakuje samego statusu relacji, tylko konkretną osobę i swoje życie z nią związane.

„Ale przecież już nie byliście razem”…
To zdanie pojawia się czasem po śmierci byłego partnera albo byłej partnerki. I z zewnątrz może wydawać się logiczne. Skoro związek się skończył, dlaczego śmierć tej osoby miałaby boleć? Problem w tym, że koniec związku nie zawsze oznacza koniec więzi. Ludzie rozstają się na różne sposoby. Czasem pozostają przyjaciółmi, czasem nadal są ważnymi osobami w swoim życiu, a czasami zostaje wspólna historia, której nie da się wymazać jednym podpisem pod dokumentem. A czasem zostają też rzeczy niewypowiedziane – żal, poczucie winy, pytania, na które już nigdy nie będzie odpowiedzi. Śmierć w takich sytuacjach zamyka nie tylko relację, czasem jest również ostatecznym zamknięciem szansy na jej uporządkowanie.

Najtrudniejsze pytanie: „Czy ja mam prawo tak cierpieć?”

Jednym z najbardziej bolesnych skutków żałoby nieuznanej jest to, że człowiek zaczyna podważać własne emocje. Zamiast skupić się na tym, co się wydarzyło, zaczyna analizować, czy jego reakcja jest odpowiednia. I odkąd zajmuję się wsparciem osób w żałobie, niektóre z poniższych pytań słyszałam już wielokrotnie:

  • Czy nie przesadzam?
  • Czy inni uznaliby, że mam powód, żeby tak cierpieć?
  • Czy powinnam/powinienem już funkcjonować normalnie?
  • Czy ktoś pomyśli, że robię z tego większy problem, niż powinnam/powinienem?

To bardzo obciążające, bo osoba w żałobie już i tak mierzy się z utratą poczucia bezpieczeństwa, zmianą codzienności i koniecznością odnalezienia się w świecie, który nagle wygląda inaczej. Jeśli więc dochodzi do tego jeszcze poczucie, że własny ból trzeba uzasadniać przed innymi, żałoba może stać się doświadczeniem jeszcze bardziej samotnym. I wtedy taki człowiek nie tylko tęskni. Bywa (i to nieoczekiwanie często), że musi również walczyć o prawo do tego, żeby ta tęsknota była widoczna.

Ta sama strata nie oznacza takiej samej żałoby

Żałoba nieuznana często wiąże się również z innym błędnym przekonaniem – że skoro kilka osób straciło tę samą osobę, powinny przeżywać to podobnie. Tymczasem ludzka psychika tak nie działa. Dwie osoby, które straciły tego samego człowieka, mogą mieć zupełnie inne doświadczenie tej straty. Jedna będzie chciała ciągle mówić o zmarłym, druga może potrzebować ciszy. Pierwsza będzie chciała zachować wszystkie rzeczy po zmarłej osobie, druga szybko zacznie porządkować przestrzeń. Jedna będzie płakać przy każdej okazji, druga może przez długi czas działać bardzo zadaniowo.

Ale to wszystko nie oznacza, że jedna osoba kochała bardziej, a druga mniej.

Każdy człowiek miał własną relację ze zmarłą osobą, własną wspólną historię z nią i po śmierci ma własny sposób radzenia sobie ze stratą. Dlatego ocenianie cudzej żałoby na podstawie tego, jak wygląda z zewnątrz, jest bardzo ryzykowne. A jednak jako społeczeństwo wciąż mamy tendencję do oceniania cudzej żałoby na podstawie tego, co widzimy z zewnątrz.

Czego nie mówić osobie, która straciła kogoś ważnego?

Wiem z doświadczenia, że wiele raniących zdań nie wynika ze złych intencji. Ludzie często naprawdę chcą pomóc. Problem w tym, że nie wiedzą, jak. Dlatego niektóre próby pocieszenia mogą sprawić, że osoba po stracie poczuje się jeszcze bardziej niezrozumiana.

Zdania takie jak:

  • „Musisz być silna/silny”,
  • „Czas leczy rany”,
  • „Przynajmniej…”,
  • „Masz przecież jeszcze innych bliskich”,
  • „Nie możesz już tyle o tym myśleć”,

które często przywołuję w moich mediach społecznościowych, zwykle wynikają z potrzeby znalezienia rozwiązania dla sytuacji, której nie da się szybko rozwiązać. Dlatego tak trudno jest otoczeniu zrozumieć, że największym wsparciem nie jest znalezienie właściwego zdania, tylko właśnie akceptacja tego, że ktoś przeżywa coś trudnego i że nie trzeba (a nawet się nie da) natychmiast tego zmieniać.

Po poronieniu wiele osób słyszy: „To jeszcze nie było dziecko”…
To zdanie często ma zmniejszyć ból, ma powiedzieć: „spróbuj spojrzeć inaczej”. Tylko że dla wielu osób utrata dziecka zaczęła się dużo wcześniej niż w momencie narodzin – to także utrata wyobrażeń o nim, planów z nim związanych, wybieraniem imienia czy myśleniem o jego i naszej wspólnej z nim przyszłości.
Nie każdy człowiek opłakuje to samo i nie każdy traci to samo.

Co pomaga bardziej niż ocenianie?

Osoba w żałobie nie zawsze potrzebuje rad. Bardziej niż rady potrzebna jest obecność. A jeśli już chcemy coś powiedzieć, to warto wykorzystać poniższe przykłady:

  • „Nie wiem, co powiedzieć, ale jestem, jeśli mnie potrzebujesz”,
  • „Możesz o niej/o nim mówić, ile chcesz”,
  • „Wiem, ile znaczył dla Ciebie ten zwierzak”,
  • „Nie musisz przede mną udawać, że wszystko jest dobrze”.

To proste zdania, ale niosą ważny komunikat – że strata została zauważona i nikt nie odmawia osobie w żałobie prawa do cierpienia, niezależnie od tego, kto zmarł.

Żałoba potrzebuje miejsca

Fakt istnienia tak zwanej żałoby nieuznanej pokazuje coś bardzo ważnego, czego większość społeczeństwa często sobie nie uświadamia – że cierpienie człowieka nie zawsze jest widoczne z zewnątrz.

Tymczasem ludzie z otoczenia osób w żałobie nawet jeśli znają okoliczności śmierci, nawet jeśli rozumieją definicję relacji, nadal potrafią mieć własne wyobrażenia o tym, kto „powinien” cierpieć najbardziej. Tylko że przecież nigdy nie mamy pełnego dostępu do historii drugiego człowieka. Nigdy nie wiemy, ile wspólnych chwil, planów, rozmów czy ciepłego futerka na kolanach i mruczenia w trudnych momentach kryło się za relacją, której już nie ma.  Dlatego zanim ocenimy cudzą żałobę, warto zadać sobie inne pytanie, czy naprawdę wiemy wystarczająco dużo o tej stracie, żeby ją oceniać.

A czasami największym wsparciem, jakie możemy dać osobie po stracie, jest po prostu uznanie, że ta osoba czy ten zwierzak byli dla niej ważni. I być może właśnie od tego zaczyna się prawdziwa obecność przy człowieku w żałobie.

Brak komentarzy


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Udostępnij ten wpis: