Będę wójtem, choćby się zes…

wtorek, Sierpień 26, 2014 0 0

Dwa tygodnie milczenia? Sama jestem na siebie zła 😉 Ale w sumie nie tak bardzo, bo robiłam w międzyczasie ciekawe rzeczy. Potraktujmy to jako urlop od bloga. A propos urlopu, czasu wolnego i umiejętności jego spędzania, to po zmianach w moim życiu zawodowym nareszcie zrozumiałam, jak wielkie ma to znaczenie. Ale dziś nie o tym chcę pisać, bo na osłodę po milczeniu mam coś wyjątkowo smacznego, chociaż… nie wiem, czy to dobre określenie.

Otóż niektórzy ludzie jeszcze nie przyzwyczaili się do tego, że nie jestem dziennikarką, i podrzucają mi do torebki różne ciekawostki. Zwykle je pomijam, ale ta jest przecudnej urody. Otóż weszłam w posiadanie pewnego nagrania… Od razu zdementuję wszelkie przyszłe plotki i domysły, jakobym latała z dyktafonem po knajpach i nakłaniała ludzi do zwierzeń na mniej lub bardziej osobiste tematy (chociaż może wtedy nie miałabym dwutygodniowych przestojów, bo tematy zjeżdżałyby z taśmy w tempie jeden dziennie – jak na stronie “Wprostu” w czasie afery taśmowej). Nie. Ja po prostu otrzymałam nagranie fragmentu jednej z sesji Rady Gminy Marcinowice, na którym obecny wójt Jerzy Guzik krzyczy do przewodniczącego rady Zdzisława Grabowskiego, że… “choćby ten się zesrał (sic!), to on i tak będzie dalej wójtem”.

Wójt Guzik jest znanym specjalistą od wywoływania ogólnej wesołości w różnych gremiach, bo mówi, co mu ślina na język przyniesie i nie przejmuje się konsekwencjami. Wali prosto z mostu, bez ogródek, nie udając wcale inteligentniejszego niż jest w rzeczywistości. Czasem wójt wychodzi z urzędu i trafia na przykład do takiej stolicy powiatu, gdzie parę razy wybił się ponad przeciętność. Na przykład wtedy, kiedy na jednej z gospodarczych debat powiedział Leszkowi Balcerowiczowi, że powinno się przywrócić pegeery 😀 Albo wtedy, kiedy chciał nazwać ulicę nazwiskiem żyjącego biznesmena, ponoć dobroczyńcy gminy, co to wesprze i pomoże, a jak radni się nie zgodzili na to imię, to już nie wesprze i nie pomoże, bo wstyd prosić – tak mówi wójt. 

Nie od dzisiaj w gminie Marcinowice mówi się, że wójt nie dopuszcza do siebie myśli, że mógłby przestać być wójtem. Doszły mnie słuchy, że jeśli go nie chcą tam, to czeka na niego Sobótka, Świdnica, a nawet… fotel starosty. Czemu nie? W końcu wójt Guzik – jak niewielu samorządowców (gdzie by tam prezydent Świdnicy mógł przyjąć tyle ludzi co on, wójt małej gminy) – jest dostępny dla mieszkańców, o czym przekonuje nas sam w tym filmiku:

Są jednak i tacy, którzy mówią, że wcale taki dostępny ani fajny nie jest, bo w ciągu niespełna dwóch kadencji zdążył już zrazić do siebie nie tylko sporą część mieszkańców, ale prawie wszystkich radnych. Tych ostatnich do tego stopnia, że na jednej z tegorocznych sesji przewodniczący rady chcąc wójta – mówiąc po ludzku – wqrwić, zapowiedział, że będzie kandydować na wójta. Ponoć nie ma takich zamiarów, więc zaczepka była obliczona tylko na wywołanie owego wqrwa. Bo to wójta czuły punkt. I udało się. Wójt Guzik ponoć zapienił się na maksa, a wąs – jak wynika z relacji naocznych świadków – mu się wydłużył z emocji, i zakrzyknął do całej sali: „Choćby się zesrał, to ja i tak będę dalej wójtem i tak!”.

Nie wierzycie? Posłuchajcie!

PS Ten gwar nie oznacza, że była to przerwa w sesji. To była robocza część obrad 😉

Foto zaczerpnęłam ze strony www.marcinowice.pl

Kogo obchodzi afera taśmowa?

środa, Czerwiec 25, 2014 0 0

Aferę taśmową przeleżałam na plaży, przejeździłam rowerem, przejadłam na rybce i przepiłam na piwie w nadmorskich knajpach bez podsłuchów. I jestem szczęśliwym człowiekiem. A teraz, gdy podobno wszyscy czekają na decyzję o wotum zaufania dla rządu (jacy wszyscy, to zaraz sobie o tym popiszemy), ja czekam na mój prezent urodzinowy, który sobie sprawiłam – nowy rower. I to oraz jutrzejszo-pojutrzejsze zakończenie nauki w podstawówce przez moje dziecko są dla mnie najważniejsze i najbardziej interesujące w tej chwili rzeczy na świecie.

I myślę, że moi sąsiedzi z poddasza w dupie mają aferę taśmową, a nawet – że nie mają o niej pojęcia. Myślę, że pani, która dzisiaj musiała zmagać się z kupą, jaką pewien obrzydliwy troglodyta zrobił w weekend na mojej klatce schodowej, też nie ma o niej pojęcia. Myślę, że pani z call centre, która do mnie dzisiaj dzwoniła chcąc mi oferować jakieś nowe usługi telefoniczne, też nie ma o niej pojęcia. Myślę, że wszystkie osoby, z którymi dzisiaj rozmawiałam przez telefon czy spotkałam się, mają całkiem inne sprawy na głowie niż afera taśmowa.

Jestem pewna, że moje dziecko, które się dopytuje o szczegóły tego, co od czasu do czasu oglądam na TVN24, dopytuje kurtuazyjnie. Jestem pewna, że ona i jej koleżanki żyją swoim finiszem nauki w podstawówce, polonezami, tańcami, świadectwami, a przede wszystkim – wakacjami.

Naprawdę… Prawdziwe życie toczy się całkiem gdzie indziej. A tym, czym wmawiały nam ostatnio media, że żyjemy, żyje tak naprawdę niewielka część społeczeństwa. Demokracja, jak mi powiedział ostatnio w czasie Festiwalu Reżyserii Filmowej, Ryszard Bugajski, to system bardzo niedoskonały. Ale lepszego nie wymyślono.

Niestety, demokracja, poza chyba ateńską, choć i ona była nieco wykoślawiona, czyli rządy ludu, nigdy de facto takimi rządami nie była, nie jest i nie będzie.

Z jednej strony to dobrze, bo pewnie ciężko byłoby rządzić za pomocą plebiscytów i referendów. Z drugiej – wychodzi na to, że lud nie ma wpływu na nic, poza wyborem swoich przedstawicieli, a tego wpływu mieć za bardzo nie chce, bo – podobnie jak moi sąsiedzi z góry – ma w dupie to, co się dzieje dookoła. Ważne jest ludu “tu i teraz”. Jego problemy codziennie. Jego poranna kawa czy herbata. Jego spokój w pracy. Jego obiad w domu. Jego urlop. Jego dzieci. Jego mecz w czasie Mundialu. Jego samochód (stary czy nowy). Jego mieszkanie wymagające remontu. Czy wystarczy na rachunki, czy uda się wysłać dzieci na wakacje, czy uda się sprawić im nowe ubrania… To są problemy Polaków! Nie afera taśmowa. Nie kryzys państwa. Nie kłopoty rządu (już teraz nieaktualne, bo właśnie dostał wotum zaufania).

Taki świat, w którym żyje się z przekonaniem, że to wszystko jest ważne dla wszystkich, kreują media i politycy pospołu. I tylko oni. Czwarta i pierwsza władza. I dziwię się, że media tak się bulwersują wulgaryzmami w rozmowach czy sprośnymi dowcipami. Sorry, ale wiem, w jaki sposób i na jakie tematy rozmawia się w środowiskach dziennikarskich. Wiem, co i jak się mówi o politykach (gdyby to podsłuchać, to byłby dopiero fun!).

Ale w sumie… czy to ważne? Niech sobie wszyscy żyją w poczuciu spełniania dziejowej misji. Ja czekam na mój rower. Na weekend zapowiadają piękną pogodę, a że dziś dostałam reklamę, że zostałam zakwalifikowana (mimo moich 51 kg przy 158 cm wzrostu) na kurację odchudzającą, to popracuję nad swoją wagą na rowerze.

I to są ważne sprawy! Najważniejsze, bo nasze własne.