TEN PIERWSZY RAZ

wtorek, Grudzień 13, 2016 0 0

Pakujemy z Olą prezent dla dwóch chłopców, których jej klasa postanowiła obdarować w ramach akcji „Podziel się” i kiedy już udało się ogarnąć owinięcie pudełka z dmuchającym bańki mydlane wozem strażackim w papier, w czym obiecałam pomóc, moje dziecko wkracza ze wstążką i pyta „Takie rzeczy też ogarniasz?” I samo sobie odpowiada: „No jasne, że ogarniasz. Przecież jesteś rodzicem”.

I tak oto od słowa do słowa wywiązuje się rozmowa na temat umiejętności. Ola twierdzi z przekonaniem: „Rodzice ogarniają wszystko”, a ja zaczynam się zastanawiać, jak to się właściwie dzieje, że „ogarniamy”. I przypominam sobie…

1. Pierwsze placki ziemniaczane usmażone samodzielnie wg wiedzy wynikającej z podpatrywania rodziców.

Niestety, podpatrywanie nie zakodowało, że do startych ziemniaków i jajek trzeba dodać trochę mąki, żeby masa się nie rozpadała na patelni. W rezultacie podałam rodzinie paćkę plackową 😉 Ale kto by się tam przejmował takimi drobiazgami, gdy wszyscy siedzą, jedzą, uśmiechają się i zapijają mlekiem, żeby „weszło” 😀

I przypominam sobie, a właściwie nie przypominam, jak to się stało, że pewnego dnia gotowanie stało się po prostu czymś tak naturalnym, że wchodzę do kuchni i to robię. A jednak!

2. Pierwsze 1/28 szalika zrobionego samodzielnie na drutach.

Co dziesiąte oczko było opuszczone (nie mylić ze zgubionym, które prowadzi do zwężania wyrobu), połowa była za luźna, połowa za ciasna, połowa ściegiem lewym, a połowa prawym… Ale duma, że przerobiło się kilkadziesiąt rzędów – bezcenna. No i piątka z ZPT (dla gimbazy – to skrót od zajęć praktyczno-technicznych).

I przypominam sobie, a właściwie nie przypominam, jak nagle po prostu zaczęłam robić na tych drutach wszystko, co tylko mi się zamarzyło, najwymyślniejszymi ściegami i bez patrzenia na druty. Tak po prostu.

3. Pierwsza jazda samochodem. Starym dużym fiatem kupionym za dwa tysiące złotych od kogoś, kogo imienia nawet nie pamiętam. Na placu przy ŚFUP-ie.

Umiejętność, która też wykiełkowała z podpatrywania, kiedy siedzisz jako pasażer i mimowolnie rejestrujesz to, co robi kierowca. A potem wsiadasz i – jeśli byłeś wystarczająco uważny – jedziesz. Jedyne, czego jeszcze nie masz, to wprawa. Ale ona przychodzi z czasem.

I przypominam sobie, a właściwie nie przypominam, kiedy właściwie zaczęłam jeździć, jakbym to robiła od zawsze – nie przekładając na zakrętach kierownicy, „jak baba”, manewrując z wyobraźnią przestrzenną, odnajdując się w wielkomiejskich korkach i na świdnickich, ciasnych przyrynkowych parkingach. Po prostu…

4. Pierwszy pocałunek…

Kiedy podpatrywałeś tylko w filmach, i to głównie komunistycznych, więc nijak się to ma do rzeczywistości, ale jednak – choć robisz to niezgrabnie – udaje Ci się poczuć towarzyszące temu emocje.

I przypominam sobie, a właściwie nie przypominam, jak to się stało, że nagle poczułam się także i w tym zaawansowana i całkiem nieźle wyedukowana.

5. Pierwsze dziecko…

W moim przypadku jedyne i ostatnie (chyba że będzie mi dane wychowywać czyjeś, bo losy czasem ciekawie się plotą). Te chwile, kiedy rośnie w Tobie nowe życie i każdego dnia wszystko jet pierwsze, a potem po urodzeniu – każdy dzień jest też tym pierwszym. Pierwsza kupka, pierwszy uśmiech, pierwszy krok, pierwsze słowo… A potem i Ty, i to dziecko nagle „wiecie, jak”. Całe wychowawczo-emocjonalne know-how ludzkości nagle jest w Waszych umysłach i już. Tak po prostu.

To niby takie zwyczajne, a jednocześnie, kiedy spojrzeć na to pod kątem słów Oli: „jasne, że ogarniasz. Przecież jesteś rodzicem”, nabiera tak głębokiego znaczenia.

Kiedyś człowiek był małpą i chodził na czworakach, ale raz po coś się podniósł i zobaczył świat inaczej. I zaczął się uczłowieczać. Kiedyś jadł surowe mięso, ale niechcący wywołał ogień i to mięso upiekł. Kiedyś chodził nago, ale było mu zimno, więc odkrył, że zwierzętom nie jest zimno, bo mają futra. Zaczął więc przyodziewać się w futra upolowanych zwierząt. Kiedyś człowiek nie umiał mówić w dzisiejszym rozumieniu mowy, ale zaczął, bo zauważył pewne prawidłowości. Nie umiał pisać, ale zaczął – z tego samego powodu. Pisał ręcznie, ale niejaki Jan Gutenberg wpadł na pomysł, że po co pisać ciągle te same znaki, skoro można je pojedynczo odwzorować i używać do tworzenia wielu słów, zdań, tekstów…

Kiedyś nie umiałam niczego. A dziś… też wciąż uważam, że jeszcze wiele muszę się nauczyć. A jednak, obiektywnie patrząc, mam tak wiele umiejętności, że moje dziecko może powiedzieć „rodzice ogarniają wszystko” i powiedzieć to z przekonaniem. Oczywiście, prawda jest taka, że jeśli pracujesz nad sobą, to ciągle chcesz umieć więcej. Ale też wiesz, że umiesz się tego nauczyć. Wystarczy tylko zacząć. Bo zawsze, we wszystkim, co robisz, musi być ten pierwszy raz.

No i niech ktoś z tym polemizuje 😉

Komentarze

komentarz

Brak komentarzy

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *