JAK SIĘ ODBIERA CUDZE NAGRODY

poniedziałek, Kwiecień 20, 2015 0 2

Jest takie powiedzenie, że jeśli nie wiesz, jak się zachować, zachowaj się przyzwoicie. Nowego znaczenia te mądre słowa nabrały dla mnie podczas Gali Gwiazd Biznesu w piątkowy wieczór w wałbrzyskiej Starej Kopalni. Siedziałam tam, patrzyłam na scenę i zastanawiałam się, gdzie są granice tej przyzwoitości. Oto nowa pani prezydent Świdnicy usłyszawszy, że to jej miasto otrzyma nagrodę w kategorii samorząd przyjazny biznesowi, nie czekając na zaproszenie, popędziła na scenę, co prowadząca skwitowała uroczym “no, skoro już pani idzie, to zapraszamy” 😉

W tym momencie powiedziałam do moich koleżanek “ciekawe, czy powie, że na tę nagrodę zapracował jej poprzednik”. Jak myślicie?

Pamiętam inną galę. Krótko po tym jak z dnia na dzień objęłam po obecnej pani prezydent stanowisko redaktora naczelnego “Wiadomości Świdnickich” okazało się, że gazeta zdobyła nagrodę w konkursie Fundacji IDEE dla gazet lokalnych. Na galę jej wręczenia wydawca kazał jechać mnie i koledze Pawłowi, który zajmował się zgłoszeniem do konkursu. Źle to wspominam. Nie dość, że nagroda nie była “moja”, to jeszcze ulokowano nas w hotelu a la wczesny Gierek, który do złudzenia przypominał mi wrocławski akademik “Dwudziestolatka” (na szczęście, nigdy w nim nie mieszkałam). Był obskurny, ciemny, ciasny. W dodatku wszędzie stamtąd było daleko. No dobra – nie lubię Warszawy 😉

Było mi naprawdę niezręcznie odbierać tę nagrodę. Dlatego wtedy też powtarzałam sobie

“jeśli nie wiesz, jak się zachować, zachowaj się przyzwoicie”.

Powiedziałam, że to jest nagroda moich kolegów, którą ja jedynie odbieram i przekażę we właściwe ręce. Nie mogłabym sobie następnego dnia spojrzeć w lustrze w twarz, gdybym postąpiła inaczej.

Tym, którzy na gali nie byli, a są ciekawi, jak postąpiła pani prezydent (poza tym, że nawet nie zaczekała na zaproszenie na scenę), dopowiem, że powiedziała, że jest to nagroda “wszystkich byłych samorządowców”. Przyznam, że w kontekście, który przecież wszyscy znamy, zabrzmiało to jak żenujący żart prowadzącego. W dodatku ponury.

Warto więc przypomnieć kilka faktów. Bo może już niektórzy zapomnieli, jaka była Świdnica w momencie przejęcia władzy w mieście przez Wspólnotę Samorządową i Wojciecha Murdzka.

Miasto wciąż jeszcze zmagało się ze skutkami upadków dużych fabryk. 6,3 tys. osób bezrobotnych w 2002 roku to liczba, która mówi sama za siebie. Wsparcie przedsiębiorczości ze strony samorządu praktycznie nie istniało. Dlatego ulgi dla przedsiębiorców były jedną z pierwszych decyzji nowej władzy. A walka o powstanie strefy ekonomicznej – priorytetowym działaniem. Wprowadzona w 2004 roku podstrefa ekonomiczna (notabene dokładnie jutro minie 11 lat od tamtej naprawdę wiekopomnej chwili) spowodowała, że w czasie zaledwie czterech lat liczba bezrobotnych w mieście zmalała do nieco ponad 2 tys. osób. I ten stan utrzymuje się do dzisiaj, co znaczy, że w większości są to “zawodowi” bezrobotni, na co już niewielki wpływ mogą mieć urzędnicze działania.

Wszystkie te działania całymi latami, aż do zeszłego roku, kiedy postanowiłam odejść, relacjonowałam jako dziennikarka zajmująca się gospodarką i biznesem. Nie robiłam tego bezkrytycznie. Nie raz się czepiłam tamtej władzy, że coś robi źle. Nie raz byli na mnie za to wściekli, a niektórzy nawet obrażeni. Ale tym bardziej potrafię obiektywnie ocenić, kto zapracował na tę nagrodę, którą z bananem na twarzy odbierała pani prezydent.

Czasem zdarza się, że trzeba odebrać cudzą nagrodę. Miarą klasy człowieka jest to, w jaki sposób się to robi.

Foto pożyczyłam z www.naszbiznes24.pl

CZY JA MIESZKAM W TYM SAMYM RYNKU?

środa, Kwiecień 8, 2015 0 1

Czasem wystarczy, jeśli pozwoli się po prostu komuś działać – takie słowa usłyszałam wczoraj w rozmowie z kolegą. A odnosiły się do sytuacji w naszym mieście. Jaka sytuacja? – zapytacie pewnie. Jest przecież sielsko, wręcz idealnie, jak w Utopii Thomasa More’a. Ludzie sami wychodzą z inicjatywami, a władza patrzy łaskawym okiem i wszystkie wspiera oraz popiera. Jest pięknie! Przyszła wiosna. Miasto posprzątane. A Bystrzycą, której brzegi zostaną w czynie społecznym posprzątane, popłyną wkrótce mleko i miód. Coś tu jednak nie całkiem chyba gra.

Od jakiegoś czasu regularnie przeglądam lokalne media. I mam wrażenie, że nasza nowa władza robi same dobre rzeczy, ma zawsze rację i nie ma żadnych wad. Może faktycznie tak jest i może także mediom udzieliła się sielska atmosfera. Najgorsze i najgłupsze decyzje już podjęte, choć nie wiemy, jakie tam jeszcze asy się w rękawie kryją, pierwsza burza minęła, więc można złapać drugi oddech i markować działanie, bo że się nic ciekawego (poza inicjatywami mieszkańców) nie dzieje, to chyba widać gołym okiem? Nie widać?

Zaraz Wam to udowodnię.

Oto oglądam w lokalnej telewizji materiał o tym, że nowa władza odkryła Amerykę w postaci Rynku, w którym “nic się nie dzieje”.

Przyznam, że słuchając wynurzeń tejże władzy przed kamerą przecierałam oczy ze zdumienia i poszłam do łazienki po waciki do uszu, bo nie byłam pewna, czy dobrze słyszę. Bo jeśli jest tak, jak mówi władza, to ja chyba mieszkam w innym Rynku innej Świdnicy.

Owszem, z martwym Rynkiem był problem kilka lat temu, dlatego wspólnie z kolegami z redakcji “Wiadomości Świdnickich” zorganizowaliśmy akcję “Przywróćmy Rynek z tradycjami”. To my męczyliśmy co tydzień artykułami, zdjęciami, felietonami, wywiadami i pytaniami poprzednią władzę, żeby wreszcie podjęła jakieś kroki. I podjęła.

Świdnicki Rynek od pierwszych do ostatnich ciepłych promieni słońca tętni życiem i tak dzieje się od kilku już lat, odkąd poprzednia władza zastosowała m.in. ulgi dla osób prowadzących lokale gastronomiczne. Niektóre lokale organizują latem obok swoich ogródków pokazy czy minirecitale, zatrudniają artystów, by bawili ich gości, a przy okazji – ożywiają Rynek. Nie wspomnę o Galerii44, która była królową świdnickich lokali, jeśli chodzi o wystrój, jakość obsługi, wyjście do klienta i… wyjście na Rynek, która – jak słyszę – ma na powrót być Galerią Fotografii, odwiedzaną przez 0,75 osoby dziennie.

To się nazywa ożywianie Rynku!

A jakie jeszcze pomysły na ożywienie ma nowa władza? Nie padnijcie z wrażenia. Udostępnienie Rynku dla osób niepełnosprawnych (co się chwali, ale Rynek dla niepełnosprawnych nie jest niedostępny, o czym świadczy drąca się często latem pod moimi oknami “Agnieeeeszkaaaa! Agnieeeeeszkaaaa!” pewna niepełnosprawna osoba, chcąca, by moja sąsiadka do niej zeszła, bo domofon zepsuty), udostępnienie Rynku dla taksówek oraz… stworzenie kilku miejsc do parkowania dla taksówek 😀 Po co? Bo Rynek ma być “dostępny”. Rozumiecie? Bo dzisiaj nie jest 😉 Osoba, którą stać na taksówkę, nie da rady dotrzeć do Rynku piechotą 5 metrów, bo tyle ma od najbliższego miejsca postoju taksówek na ul. Grodzkiej. Trzeba ją wwieźć do Rynku. Osoba, która jest w Rynku i narobiła 25 kilogramów zakupów, nie dojdzie przecież z nimi te parę metrów na Grodzką. Biedni zakupoholicy 😉

Cóż… Z pewnością tegoroczny świdnicki dawny plac targowy nie będzie taki sam jak kiedyś. Nie zobaczymy w letnich ogródkach znanych aktorów czy reżyserów popijających kawę czy piwo w trakcie Festiwalu Reżyserii Filmowej, nie zaroi się na nim od gości Kongresu Regionów, nie był na ten rok planowany także Zjazd Świdniczan, który miał mieć dwuletnią przerwę, ale diabli wiedzą, co nowa władza zrobi z nim za rok. Nie będzie najlepszego ogródka letniego w Galerii44. Tak naprawdę sporo zmian nas czeka, których przeciętny świdniczanin jeszcze nie czuje.

Nie martwcie się jednak, bo jak się dowiedziałam z rzeczonej wypowiedzi, pomysłów na ożywienie Rynku jest jeszcze bardzo wiele. Rozumiem, że te powyższe są sztandarowe, skoro zostały już zaprezentowane. Nieświadomy czytelnik może się zastanawiać, czemu akurat takie. No cóż, jak widać “ożywienie” ma się wiązać z lizaniem dupy środowiskom kupieckim, bo ich celem najwyraźniej jest przywiezienie i odwiezienie potencjalnego klienta. A na temat siły nabywczej tegoż klienta już tutaj pisałam, więc nie będę się powtarzać.

Ten konsumpcjonizm jednak chyba nie dziwi u kogoś, kto przez ostatnie lata bujał się jako kaowiec po galeriach handlowych. Nie może więc też dziwić kompletny brak pojęcia o tym, jak od wiosny do późnej jesieni wygląda świdnicki Rynek. A że teraz jest ciut niemrawy, cóż… zimą wszystko zamiera, a wiosna jeszcze nie przyszła. Ale już stoi za Rynkowym progiem.

PS Jak na ironię – właśnie dzisiaj w Rynku zamontowano pierwszy ogródek letni 😀

BĘDZIE PAN ZADOWOLONY

sobota, Luty 28, 2015 0 0

To ja już tyle nie pisałam? Niedobrze, niedobrze 😉 Sama jestem na siebie zła. I sama się jednocześnie usprawiedliwiam. Raz na jakiś czas jest kumulacja wszystkiego. Też tak macie? Nie jest to, niestety, wygrana kumulacja w totolotku (chociaż do tego to trzeba podobno grać ;)), ale jednak czasem nagromadzenie zdarzeń, działań, zadań do wykonania i innych ważnych rzeczy do ogarnięcia wygląda tak, jakby ktoś rzucał rzeczy na kupę, byle szybko, a Ty się weź w tym człowieku ogarnij. I uporządkuj 🙂

A więc porządkuję. Choć inne rzeczy jeszcze w lekkim chaosie, powoli i nieuchronnie zbliża się mój wielki powrót do rodzinnego miasta. A więc – drżyjcie, wrogowie. Chociaż… ostatnio usłyszałam, że są tacy, którzy się nowej władzy odgrażają, że “jak nie-coś-tam” to będą dla niej “drugą mną”, znaczy “drugą Odachowską”. Chyba powinnam być dumna, że władza i jej mniej już niż w kampanii wyborczej doceniane otoczenie darzy mnie aż takim respektem 😉 Buuu! 😀

Okazuje się jednak, że nie muszę nic robić ani pisać, bo mieszkańcy – i ci mniej, i ci bardziej oświeceni samorządowo – już zaczynają żałować, że ręka im nad tą kartą do głosowania nie zadrżała. Już słyszę: “no, chciało się zmiany, ale daj spokój, przecież to jest smutne” albo “chciałbym usłyszeć jakąś propozycję w zamian za to, co z miasta zniknęło, a tu czas mija i nic”. Już widzę miny, komentarze półgłosem i inne takie – lepiej przytaczać nie będę.

I wiecie, chciałoby się powiedzieć: “a nie mówiłam?” Ale nie powiem. Tym razem to ja, zdystansowana do miasta, ludzi, władzy i wszystkiego, co świdnickie, będę namawiać, żebyśmy poczekali. Bo lubię kabarety. A już jest zabawnie, choć to dopiero początki. A więc cierpliwości – będzie jeszcze śmieszniej. A śmiech to zdrowie. Być może więc ci wyborcy, którzy “chcieli zmiany”, choć dziś tej zmiany żałują, zafundowali nam kurację – codzienna dawka śmiechu dla zdrowotności 🙂 Ja tam nie narzekam. Śmiać się lubię. I na pewno będę 😉

A jest z czego. Choćby ostatnie decyzje władzy… Kiedy ja w moim mieszkaniu, mając dotąd całą instalację elektryczną na jednym (!) korku, wymieniłam ją na nowoczesną, bezpieczną i wielofunkcyjną, władza zasila te rady ludźmi, którzy w większości zawodowo i samorządowo już wykorkowali. Swoją drogą, chyba zrobię sobie uprawnienia takiego członka rad nadzorczych i dobrze się zakręcę. Czysty pieniądz za nicnierobienie. Pół biedy same rady. Ale ich decyzje?… Szkoda nawet czasu na ich komentowanie.

Zresztą… wracając do kabaretów, to aż się tu prosi, żeby przywołać cudny skecz Kabaretu Moralnego Niepokoju “Na budowie”, znany bardziej jako “Będzie pan zadowoloooony” 😉

Bo przecież władza robi wszystko, żebyśmy byli zadowoleni. W końcu chce być blisko ludzi.

No i ja nawet tę władzę poniekąd rozumiem. Ja też w czasie remontu (czytaj: zmian) wywaliłam stare meble i teraz mebluję się na nowo. Z tą tylko różnicą, że nowe kupuję… nowe. Nie wyciągam ich z piwnicy 😉

…WIĘC O CO CI CHODZI?

środa, Styczeń 7, 2015 0 1

Jest super, jest super… Nie będzie już w Świdnicy Festiwalu Reżyserii Filmowej, nie wiadomo, jaka przyszłość czeka Kongres Regionów, a Miasto Dzieci ma robić MDK, którego pracownicy poproszeni rok temu o wsparcie kadrowe tej imprezy pokazali dyrekcji… nie, no aż tak to nie – Kartę Nauczyciela pokazali 😉 Bo komu się chce w wakacje pracować?

Jest super, jest super… Nie ma już wykonawcy robót w Parku Centralnym, bo za wolno pracował, a “Ordnung muss sein”. Tam, gdzie poprzedni prezydent rozmawiałby, próbując znaleźć konsensus, nowa władza nie dyskutuje, tylko ciach – podejmuje “trudne decyzje”.

Jest super, jest super… Nie ma też dotychczasowych (poza dwoma delegatami pracowników) członków Rady Nadzorczej MZEC-u. Jest za to “stara gwardia” – Adam Markiewicz (kiedyś prezydent) i Piotr Mielnik (onegdaj wiceprezydent). No i Jan Łętowski, wiceszef strażników miejskich.

Jest super, jest super… Nie ma też dyrektorów Miejskiego Zarządu Nieruchomości i Świdnickiego Ośrodka Kultury. Pierwszy poszedł na zwolnienie lekarskie, drugiemu wygasła umowa. Ale to już inna para kaloszy, choć losy Eugeniusza Grzesika, dyrektora MZN-u, zapewne i tak byłyby policzone, jak i wielu kolejnych, o których zapewne wkrótce się dowiemy.

Jest super, jest super… Jest naprawdę ciekawie. Z jednej strony to było jasne, że będą zmiany. Że jak ktoś zamieszkuje w nowym domu, to zaczyna od porządków. Że każdy, kto zarządza, woli się otaczać zaufanymi ludźmi. Z drugiej – kiedy pomyślę o sposobie potraktowania Stanisława Dzierniejki, który o tym, że nie będzie Festiwalu Reżyserii Filmowej w Świdnicy, dowiedział się z mediów, mimo że trzy tygodnie temu wysłał pismo do magistratu, to jestem zażenowana. Brakiem klasy przede wszystkim. Bo że pożegnanie z FRF jest tylko kwestią czasu, wszyscy wiedzieliśmy. Ale żeby nie starczyło odwagi cywilnej na to, by facetowi odpisać, tylko najpierw zrobić mu czarny PR w mediach, opowiadając o jego gaży, a dopiero potem zapowiedzieć, że dostanie negatywną odpowiedź?… Cóż, po czynach ich poznacie.

Mamy extra rząd i super prezydenta
Ci wszyscy ludzie to wspaniali fachowcy
Ufam im i wiem, że wybrałem swoją przyszłość
Za rękę poprowadzą mnie do Europy…

Jest super, jest super… – śpiewał szyderczo Muniek Staszczyk z T.Love. Słowa te same przyleciały mi do głowy w ślad za wieściami z zielonego gmachu Urzędowa. No bo jest!… więc o co Ci chodzi? 😀

PS Ilustracja to zdjęcie drzwi do siedziby SLD w Świdnicy, które przypadkiem zrobiłam w poniedziałek, bo zwykle tamtędy nie chodzę. Jak widać, nie wszyscy świdniczanie uważają, że jest super 😉

LA VITA E BELLA…

środa, Grudzień 17, 2014 0 0

Alternatywna rzeczywistość… Słyszeliście o takiej? Ja tak – w powieściach czy filmach sci-fi, choć jeden był wyjątek – film nieprawdopodobnego Roberto Benigniego “Życie jest piękne”, w którym ojciec z miłości do syna, gdy obaj trafiają do obozu koncentracyjnego, tworzy dla niego alternatywną rzeczywistość w prawdziwym świecie, zapewniając, że właśnie znaleźli się w grze o lepsze życie…

Kiedy słyszę wieści dochodzące z miejskiego magistratu, zastanawiam się, czy i my nie zostaliśmy wmontowani jako pionki w grę o lepsze życie. Czyje? No, przecież nie nasze. Nowych radnych? Nowej pani prezydent? Leśnych harcowników z SLD, których długie brody wyhodowane w śródleśnych pustelniach nagle zostały ogolone, a dziadki rozpanoszyly się w urzędowie i już nie ma pewności, czy to demokratycznie wybrana pani prezydent jest prezydentem, czy może eksprezydent Markiewicz Adam (bo w jego czasach najpierw się pisało nazwisko), który ją wspiera i doradza i prowadzi przez tę grę?…

A więc zastanawiam się, czy nie wtłoczono nas do jakiejś alternatywnej rzeczywistości, czy wynik wyborów, który znamy, jest prawdziwy, czy ktoś nam właśnie wmawia, że Kopernik była kobietą 😉 Czy dwuosobowe przesłuchania prowadzone w magistracie to tylko tak na początek, żeby pan nieformalny doradca formalnej pani prezydent pomógł jej się ogarnąć w nowej rzeczywistości, czy też może to alternatywna rzeczywistość, o jakiej nam w kampanii wyborczej nie powiedziano. A jeśli tak, to o co toczy się ta gra? Bo na pewno nie o życie, jak w tragikomedii Benigniego…

Jeśli o mnie chodzi – odpuszczam. Będę się jednak przyglądać tej grze z wielką ciekawością. I znów powtórzę to, co kiedyś – obym się pozytywnie rozczarowała, bo to będzie oznaczało, że na zmianach zyskuje miasto, w którego samym sercu mieszkam.

A poza tym? Kuba i USA wznowiły stosunku dyplomatyczne. Jest nadzieja na pozytywne zmiany. Akcja “Podziel się!” wkracza w decydującą fazę. Liczba firm i osób, które się w nią w tym roku włączyły, przerosła nasze najśmielsze oczekiwania. “Ida” wraca na polskie ekrany i znów zobaczymy wyraz polskiej teorii względności, gdy Polacy ruszą do kin na ten film, chociaż przed nagrodami i nominacjami mieli go w dupie. A ja… choć lubię gotować, cieszę się, że tym razem nie będę lepić uszek czy smażyć karpia, tylko wsiądę w samochód i pierwszy raz w dorosłym życiu pojadę “na gotowe” – do mojej alternatywnej rzeczywistości, w której jako dziecko spędzałam każde wakacje i gdzie nie byłam… 25 lat! Prawdziwa podróż do przeszłości 😉

Życie jest piękne! Jeszcze tylko czekam na “buongiorno principessa” 🙂

CUD NIEPAMIĘCI

czwartek, Grudzień 11, 2014 0 5

Rozmawiałam dzisiaj z Wadimem Tyszkiewiczem, prezydentem Nowej Soli. Startując w wyborach na czwartą już kadencję facet uzyskał 86 proc. poparcia! Nowa Sól po przełomie społeczno-gospodarczym prawie umarła. 40-procentowe bezrobocie po upadku przemysłowych gigantów było w latach 90. jednym z najwyższych w Polsce. Dziś zwłaszcza średnie przedsiębiorstwa z tego miasta to liderzy nie tylko polscy, ale i europejscy w swoich branżach. – W 2002 roku postawiłem na rozwój gospodarczy, to był priorytet i nadal jest – mówi prezydent Tyszkiewicz. – Mieszkańcy to “kupują”.

Kupują, ale właśnie… dlaczego? Przyznam, że rozmawiając z nim, z nostalgią myślałam o ostatnich 12 latach w Świdnicy. Dziś, z podwójnego dystansu, mogę to obiektywnie ocenić. To naprawdę był skok cywilizacyjny! Sama opisywałam go na łamach “WŚ”. Świdniczanie po przełomie byli w podobnej sytuacji. Upadły ŚFUP, Renifer, zrestrukturyzowany Pafal, kupione przez amerykański koncert Wagony Świdnica (obecnie największy pracodawca w mieście), nieuratowana, mimo zabiegów Wafapompu Świdnicka Fabryka Pomp… Długo by tak wymieniać. Tysiące świdniczan bez pracy. W 2002 roku w Świdnicy było ponad 6,3 tys. bezrobotnych. Obecnie to 2,5 tys. osób i jak mówią świdniccy przedsiębiorcy – to są te osoby, które naprawdę nie chcą pracować. Tadeusz Badura, który dziś swój Zakład Urządzeń Przemysłowych rozbudowuje chcąc zatrudnić 250 osób, twierdzi, że ma problemy ze znalezieniem ludzi do pracy. – Ten, kto chce pracować, znajdzie pracę – mówi. Potwierdza to Edward Szywała, założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Przedsiębiorców i Kupców Świdnickich.

W ciągu ostatnich 12, a szczególnie 10 lat Świdnica zrobiła milowy krok wprzód. Nic dziwnego, że np. komendant hufca ZHP Piotr Pamuła zastanawia się, czemu świdniczanie wybrali “nieznane”, nie doceniając tego, co dla miasta zrobił Wojciech Murdzek i jego ekipa. I tu przypomina mi się jeden z moich felietonów w “WŚ”, w którym pisałam, że ludzie po prostu bardzo szybko przyzwyczajają się do tego, co dobre. Po bardzo krótkim czasie staje się to dla nich czymś naturalnym. Plac św. Małgorzaty? Był taki od zawsze. Plac przed katedrą – też. Rondo na Śląskiej – a kiedyś go nie było? Wyremontowana Zamenhofa? Ktoś jeszcze pamięta, że kiedyś tam nie było tylu pasów? Inne drogi, chodniki, mosty itd.? A nie były “zrobione” wcześniej? Wieża ratuszowa? A to nie było jej zawsze? Można by tak wymieniać w nieskończoność.

Za dobrze mieliśmy my, świdniczanie. Nasze 10-, 12-procentowe bezrobocie było niczym wobec 40-procentowego bezrobocia Nowej Soli. Po transformacji Świdnica nie była “spaloną ziemią”, jak potransformacyjną Nową Sól nazywa prezydent Tyszkiewicz. Najwyraźniej za mało i za krótko czuliśmy biedę, beznadzieję i bezsilność, by docenić dorobek 12 lat rządów Murdzka i Wspólnoty Samorządowej wraz z koalicjantami. I najważniejsze – dostaliśmy dużo i nie umieliśmy tego docenić. Wygrał “cud niepamięci”. Wygrała małostkowość, zawiść i zamiłowanie do zmian, jeśli tylko nie dotyczą nas bezpośrednio. Za dużo było w nas po prostu “chcenia więcej”. Czy to “więcej” dostaniemy? Ja śmiem wątpić. Ale obym się pozytywnie rozczarowała 🙂

Foto pochodzi z www.nowasol.pl

STRZAŁ… Z LIŚCIA

środa, Grudzień 10, 2014 0 2

Oto i mamy dobrą gospodynię w Świdnicy. Już w trzecim dniu urzędowania pani prezydent wybrała się na dworzec PKP Świdnica Miasto. Nikt by nawet o tym nie wiedział, bo zrobiła to zapewne in cognito (zapewne lustrując dworskie posiadłości), gdyby nie pewien mail, który światłowodem prosto z magistratu trafił kilka ulic dalej – do zarządzającej dworcem Bytomskiej Spółdzielni Socjalnej odział w Świdnicy…

A w mailu tym stoi tak:

“Pani Prezydent była dziś na dworcu i stwierdziła bałagan, stare, zeschnięte liście leżące od bardzo dawna itp…”

Uff, grubsza sprawa, jak widać 😉 Zestresowana magistrackim mailem Laura Klekocka, Ślązaczka, naturalizowana świdniczanka, prezeska owej spółdzielni, zdenerwowała się, że nie może dostarczyć na dworzec liści nowych, świeżych. – Nic nie poradza – bezradnie rozkłada ręce z filuternym błyskiem w oku. – Zima idzie, to i liście nie chcom rosnąć…

Laura odpisuje magistratowi, że właśnie te liście to już tylko stare zostały i że bardzo prosi o definicję, co to znaczy w tym przypadku “itp…”, bo nie zrozumiała dokładnie, co takiego jeszcze zauważyła nowa pani prezydent. Równie zestresowany magistrat prosi Laurę o złagodzenie wydźwięku maila. Laura łagodzi, tłumaczy, że to nie spółdzielnia dba o czystość dworca (dziwne, że pani prezydent tego nie wie). Ale cóż to zmienia?…

Sprawa jest przecież jasna. Laura Klekocka otwarcie, bez ogródek i bez najmniejszych zahamowań co do formy i treści udzieliła w wyborach poparcia Wojciechowi Murdzkowi. Pomna gorzkich kampanijnych słów obecnej prezydentki pod adresem prowadzonej przez nią spółdzielni, autorka ponad siedemdziesięciu powrotów na rynek pracy osób całkowicie z niego wykluczonych, prostolinijna i szczera kobieta, którą miasto za rządów Murdzka przyjęło z otwartymi rękami i pozwoliło działać oraz żyć (połowa rodziny już osiedliła się w Świdnicy), nie umiała i nie chciała postąpić inaczej, niż tak, jak dyktowało jej serce.

Jo się z tego miasta nigdzie nie rusza – mówi Laura. – Jo jest świdniczanka, tu się wychowują moje wnuki i tu chcą się przeprowadzić moi rodzice. Nie poddam się. Będę walczyć o słuszną sprawę.

A walka zapewne czeka ją i jej spółdzielców w lutym. Bo do tego czasu ma umowę na prowadzenie dworca…

ODPRAWA PREZYDENTA

piątek, Grudzień 5, 2014 0 7

Odwiedziłam dziś świdnicki magistrat. Jeśli nic nieprzewidzianego się nie wydarzy, zapewne moja noga postanie tam z przymusu dopiero gdzieś w roku 2016 – wówczas bowiem państwo każe mi zmienić dowód mój osobisty 😉

Ciekawe to było miejsce. Trochę inne niż zazwyczaj. Niby ogólnie trwała normalna, codzienna urzędnicza praca. Na parkingu było tak samo ciasno, jak zawsze. Z palarni wyszli kolejni urzędowi palacze. Pani w recepcji tak samo przyjaźnie odpowiedziała “dzień dobry”. W windzie spotkałam znajomego, który jak zwykle zdążał do swojego pokoju, by wykonać codzienne czynności. W biurze obsługi klienta panie jak zwykle, stukając pieczątkami, przyjmowały pisma, podania, wnioski itd.

W powietrzu jednak dała się wyczuć wszechobecna aura niepewności… Za jedną ścianą żegnał się z pracownikami jeden wiceprezydent, za inną – drugi odbierał dymisję, za jeszcze inną ktoś właśnie z mediów dowiedział się, że straci pracę i choć się tego spodziewał, to jednak klasy zupełnie nowej władzy zabrakło… Za kolejną – co niektórzy, dotąd nad wyraz wierni i lojalni, układali się, by na ciepłej urzędniczej posadce móc pozostać… A za następną – pomiędzy kolejnymi papierami do przejrzenia panie sprawdzały w sieci, kto może być ich szefem w najbliższym czasie…

Mimo że sama sobie w tym roku zafundowałam sporo zawodowego ryzyka, to jednak nie chciałabym być dziś w urzędniczej skórze. Niby co cztery lata polski system wyborczy funduje im zabawę w gorące krzesła, więc powinni być zahartowani, ale uśpiona przez dwanaście lat “pod tym samym szefem” zdolność szybkiego reagowania z pewnością robi swoje. Wielu z tych, z którymi rozmawiałam, mówi po prostu: “Poczekamy, zobaczymy, co się będzie działo”. W ich słowach brzmi nadzieja na to, że zachowają posady. Pewnie też łatwiej tak mówić, gdy ma się świadomość odprawy, dającej czas na poszukiwania nowego zajęcia. Wiem, bo taki sam komfort miałam dawno temu, gdy zwalniano mnie z Pafalu.

Dlatego dziwię się świdnickim mediom, które “robią temat” z odpraw prezydentów. Podczas cotygodniowej podsumowującej prasówki przeczytałam w części z nich teksty o sutych/solidnych (takich sformułowań użyto) odprawach, jakie otrzymają odchodzący świdniccy prezydenci. Z ciekawości przejrzałam także portale ościennych powiatów. I na temat odpraw nie znalazłam tam nic, a zmiany w samorządach na stanowiskach tamtejszych wójtów i burmistrzów, równie duże i spektakularne, także nastąpiły.

No bo cóż jest takiego nietypowego czy mogącego bulwersować w tym, że facet jeden z drugim, zatrudniony w normalnym stosunku pracy, dostaje odprawę, gdy się go zwalnia? Prezydenta zwalniają wyborcy nie wybierając go na następną kadencję. Należy się odprawa? Należy. On sam zwalnia zastępców, oszczędzając mało zapewne przyjemnego i komfortowego starcia z następczynią. Należy się odprawa? Należy. Odprawa należy się każdemu polskiemu pracownikowi, który zostaje zwolniony przez pracodawcę (poza oczywiście zwolnieniem dyscyplinarnym). Dlaczego więc nie miałaby się należeć prezydentom, burmistrzom, wójtom? Że pomnożona przez trzy miesiące wygląda “suto” czy “solidnie”? Cóż… Z tym prawem żaden dziennikarz nie dyskutowałby, gdyby to o niego chodziło. Prawda? 😉

Zdjęcie pochodzi ze strony www.um.swidnica.pl

FATALNE ZAUROCZENIE

poniedziałek, Grudzień 1, 2014 0 11

Ludzie, którzy głosowali na naszą nową, prawie że już nam panującą panią prezydent, która zapowiada, że od jutra (znaczy od dzisiaj, bo już właśnie północ wybiła) zmienia Świdnicę na lepsze, jeszcze tego nie wiedzą, ale właśnie padli ofiarą fatalnego zauroczenia.

Nie napiszę dziś wiele, bo rano czas do pracy, a ja – w przeciwieństwie do pani prezydent – dbam o to, żeby w pracy pojawić się wtedy, kiedy powinnam, a nie wtedy, kiedy się wyśpię czy załatwię inne sprawy. Ale może będę mile zaskoczona i pani prezydent będzie w pracy o 7.00 rano, a nie – tak jak to ma w zwyczaju od lat – nie wcześniej niż o 11.00. No ale… już nie musi knuć przeciwko nikomu i niczemu, bo osiągnęła swój wymarzony cel, jakim jest władza (jakakolwiek), więc faktycznie – zje śniadanie i dojedzie może na tę 7.00 do pracy. Daleko nie ma. Co ja mówię! Na pewno dojedzie. Kto by nie dojechał? Kto by w takiej sytuacji nie udawał, że jest lepszy niż jest? Zresztą w udawaniu pani prawie-że-już-prezydent ma wprawę, jak mało kto. Inaczej dzisiaj pisałabym tu gratulacje dla Wojciecha Murdzka, który nikogo nie udaje, co niestety, trochę go zgubiło.

Zarzucają mi niektórzy, że atakowałam panią dzisiejszą prezydent… Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że atak to w ogóle nie moja bajka. Że naprawdę trzeba się bardzo postarać, żeby mnie do tego zachęcić. Że naprawdę trzeba mi jak zaraza towarzyszyć od lat, próbując mnie wykorzystać do własnych celów, zaszkodzić mi, a wreszcie próbując mnie wysadzić ze stanowiska, a kiedy liczby mówiły na moją korzyść – za wszelką cenę starać się chociaż zdyskredytować mnie w oczach wydawcy. Bez skutku. Bo wreszcie odeszłam sama… A pani Słaniewska jest odpowiedzialna tylko za niewielki procent argumentów potrzebnych do podjęcia tej decyzji.

Teraz jest panią prezydent i wypada mi pogratulować. Gratuluję Ci, Beato, że w końcu się po paru trupach i setkach, tysiącach otumanionych ludzi, dopchałaś do tego, co Twój świat wprawia w ruch – do władzy. Nie udało się być redaktorem naczelnym żadnej gazety dłużej niż 2-3 lata. No to porządzisz sobie miastem 4 lata. Bo nie więcej :) Powodzenia! Popatrzymy sobie teraz my… na Twoje ręce :D

PS Kto oglądał film „Fatalne zauroczenie”, doskonale wie, jaki był cel Glenn Close, i jak film się skończył ;)

Będę wójtem, choćby się zes…

wtorek, Sierpień 26, 2014 0 0

Dwa tygodnie milczenia? Sama jestem na siebie zła 😉 Ale w sumie nie tak bardzo, bo robiłam w międzyczasie ciekawe rzeczy. Potraktujmy to jako urlop od bloga. A propos urlopu, czasu wolnego i umiejętności jego spędzania, to po zmianach w moim życiu zawodowym nareszcie zrozumiałam, jak wielkie ma to znaczenie. Ale dziś nie o tym chcę pisać, bo na osłodę po milczeniu mam coś wyjątkowo smacznego, chociaż… nie wiem, czy to dobre określenie.

Otóż niektórzy ludzie jeszcze nie przyzwyczaili się do tego, że nie jestem dziennikarką, i podrzucają mi do torebki różne ciekawostki. Zwykle je pomijam, ale ta jest przecudnej urody. Otóż weszłam w posiadanie pewnego nagrania… Od razu zdementuję wszelkie przyszłe plotki i domysły, jakobym latała z dyktafonem po knajpach i nakłaniała ludzi do zwierzeń na mniej lub bardziej osobiste tematy (chociaż może wtedy nie miałabym dwutygodniowych przestojów, bo tematy zjeżdżałyby z taśmy w tempie jeden dziennie – jak na stronie “Wprostu” w czasie afery taśmowej). Nie. Ja po prostu otrzymałam nagranie fragmentu jednej z sesji Rady Gminy Marcinowice, na którym obecny wójt Jerzy Guzik krzyczy do przewodniczącego rady Zdzisława Grabowskiego, że… “choćby ten się zesrał (sic!), to on i tak będzie dalej wójtem”.

Wójt Guzik jest znanym specjalistą od wywoływania ogólnej wesołości w różnych gremiach, bo mówi, co mu ślina na język przyniesie i nie przejmuje się konsekwencjami. Wali prosto z mostu, bez ogródek, nie udając wcale inteligentniejszego niż jest w rzeczywistości. Czasem wójt wychodzi z urzędu i trafia na przykład do takiej stolicy powiatu, gdzie parę razy wybił się ponad przeciętność. Na przykład wtedy, kiedy na jednej z gospodarczych debat powiedział Leszkowi Balcerowiczowi, że powinno się przywrócić pegeery 😀 Albo wtedy, kiedy chciał nazwać ulicę nazwiskiem żyjącego biznesmena, ponoć dobroczyńcy gminy, co to wesprze i pomoże, a jak radni się nie zgodzili na to imię, to już nie wesprze i nie pomoże, bo wstyd prosić – tak mówi wójt. 

Nie od dzisiaj w gminie Marcinowice mówi się, że wójt nie dopuszcza do siebie myśli, że mógłby przestać być wójtem. Doszły mnie słuchy, że jeśli go nie chcą tam, to czeka na niego Sobótka, Świdnica, a nawet… fotel starosty. Czemu nie? W końcu wójt Guzik – jak niewielu samorządowców (gdzie by tam prezydent Świdnicy mógł przyjąć tyle ludzi co on, wójt małej gminy) – jest dostępny dla mieszkańców, o czym przekonuje nas sam w tym filmiku:

Są jednak i tacy, którzy mówią, że wcale taki dostępny ani fajny nie jest, bo w ciągu niespełna dwóch kadencji zdążył już zrazić do siebie nie tylko sporą część mieszkańców, ale prawie wszystkich radnych. Tych ostatnich do tego stopnia, że na jednej z tegorocznych sesji przewodniczący rady chcąc wójta – mówiąc po ludzku – wqrwić, zapowiedział, że będzie kandydować na wójta. Ponoć nie ma takich zamiarów, więc zaczepka była obliczona tylko na wywołanie owego wqrwa. Bo to wójta czuły punkt. I udało się. Wójt Guzik ponoć zapienił się na maksa, a wąs – jak wynika z relacji naocznych świadków – mu się wydłużył z emocji, i zakrzyknął do całej sali: „Choćby się zesrał, to ja i tak będę dalej wójtem i tak!”.

Nie wierzycie? Posłuchajcie!

PS Ten gwar nie oznacza, że była to przerwa w sesji. To była robocza część obrad 😉

Foto zaczerpnęłam ze strony www.marcinowice.pl